Rozdział VII
Spojrzeliśmy po sobie.
-Ten wąż oznacza mnie- szepnął chłopak, podając nam swój
wisior.
Z przerażeniem w oczach dostrzegłam na nim to, czego się
obawiałam. Takiej osoby powinnam unikać. Jest przeciwieństwem
mnie. Anioł Brzasku. Jednocześnie wiem, że nie będę w stanie
trzymać się od niego z daleka. Złapałam go za rękę i
pociągnęłam w stronę przejścia. Obdarzyłam brata ostatnim
niepewnym spojrzeniem i łącząc nasze bliźniacze medaliony*
otworzyłam przejście do naszego świata. Jedno pytanie jednak wciąż
zaprzątało mi głowę. Co jeśli to był sprawdzian?
*
Wyrocznia *
-Zrobiła to. Przeszła na drugą stronę! Od dłuższego czasu wraz
z bratem przechodzą do świata ludzi. A teraz wzięli jednego z nich
do naszego świata! Nie możemy na to pozwalać!
-Amre, wiesz, co masz robić.
-Tak jest, wyrocznio.
Przytaknął i zniknął za drzwiami. Spojrzeliśmy na kulę, w
której widzieliśmy Sheilę, Jarreda i chłopaka, który zagrażał
naszemu istnieniu.
-Dziewczyna wie za dużo. Niebawem pozna całą prawdę. Także tą o
matce.
-Nie dopuścimy do tego. Ona nie może się dowiedzieć.
-Będzie chciała poznać ojca.
-Jej ojcieC nie jest dla nas zagrożeniem. Ona sama.. Owszem
Obraz w kuli się zamazał. Zdjęli medaliony.
*
Amre *
Przemierzałem las z prędkością zawrotna na czarnym ogierze. Saris
przyspieszał. Należał do najpiękniejszych koni na w naszym
świecie. I ja miałem zaszczyt go posiadać.
Shannon,
nie zachwalaj mnie tak.
-Cicho
siedź, Saris i przyspiesz. Musimy znaleźć Leddi, nim zaprowadzi
tego chłopaka do Medium.
Jasne,
Amre.
I po chwili pędziłem niczym wiatr wśród zarośli, by dogonić
dziewczynę. By dogonić tą piękną istotę, która zaufała
zwykłemu dzieciakowi, a mnie nie potrafiła.
* Sheila *
Harry rozglądał się z zaciekawieniem po wielkim pomieszczeniu.
Dotarliśmy do medium, mogłam dowiedzieć się czegoś na temat
Harry'ego i moich rodziców. Aczkolwiek nie zapowiadało się na miłe
powitanie.
Pchnęłam wielkie dębowe drzwi i ujrzałam kogoś, kogo bym się tu
nie spodziewała.
-Mama? Tata?- spytał Jarred, niedowierzając. Chociaż nie byli jego
rodzicami.
-Amre?- syknęłam, chowając za sobą Harry'ego.
-Nie chowaj chłoptasia i tak zginie.
-Ręczę za niego życiem.
-Och, skarbie. Czyżbyś coś poczuła do tego ziemskiego chłopaka?
Fuknęłam pod nosem zdając sobie sprawę z brutalnej
rzeczywistości. Zmierzyłam go ostrym spojrzeniem, a on podszedł,
wymierzając mi policzek. Harry się szarpnął za moimi plecami.
-Jesteś zaręczona, nie masz prawa spojrzeć na innego.. chłopca w
tym przypadku.
-Co?!- krzyknęłam równocześnie z Harrym.
-Nie podnoś głosu na narzeczonego.
Moje oczy podwoiły swoich rozmiarów. Nie. Nie to do cholery
nie jest możliwe.
--------------
,,Jestem po złej stronie nieba
I właściwej stronie piekła."
,,Jestem po złej stronie nieba
I właściwej stronie piekła."
- - - - - - -
wyimaginowana
- Medaliony Sheili i Jarreda, tworzące skrzydlatego węża.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz