Życie to chwila.
A chwila przemija...

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział VII

Rozdział VII
Spojrzeliśmy po sobie.
-Ten wąż oznacza mnie- szepnął chłopak, podając nam swój wisior.
Z przerażeniem w oczach dostrzegłam na nim to, czego się obawiałam. Takiej osoby powinnam unikać. Jest przeciwieństwem mnie. Anioł Brzasku. Jednocześnie wiem, że nie będę w stanie trzymać się od niego z daleka. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę przejścia. Obdarzyłam brata ostatnim niepewnym spojrzeniem i łącząc nasze bliźniacze medaliony* otworzyłam przejście do naszego świata. Jedno pytanie jednak wciąż zaprzątało mi głowę. Co jeśli to był sprawdzian?

* Wyrocznia *
-Zrobiła to. Przeszła na drugą stronę! Od dłuższego czasu wraz z bratem przechodzą do świata ludzi. A teraz wzięli jednego z nich do naszego świata! Nie możemy na to pozwalać!
-Amre, wiesz, co masz robić.
-Tak jest, wyrocznio.
Przytaknął i zniknął za drzwiami. Spojrzeliśmy na kulę, w której widzieliśmy Sheilę, Jarreda i chłopaka, który zagrażał naszemu istnieniu.
-Dziewczyna wie za dużo. Niebawem pozna całą prawdę. Także tą o matce.
-Nie dopuścimy do tego. Ona nie może się dowiedzieć.
-Będzie chciała poznać ojca.
-Jej ojcieC nie jest dla nas zagrożeniem. Ona sama.. Owszem
Obraz w kuli się zamazał. Zdjęli medaliony.

* Amre *
Przemierzałem las z prędkością zawrotna na czarnym ogierze. Saris przyspieszał. Należał do najpiękniejszych koni na w naszym świecie. I ja miałem zaszczyt go posiadać.
Shannon, nie zachwalaj mnie tak.
-Cicho siedź, Saris i przyspiesz. Musimy znaleźć Leddi, nim zaprowadzi tego chłopaka do Medium.
Jasne, Amre.
I po chwili pędziłem niczym wiatr wśród zarośli, by dogonić dziewczynę. By dogonić tą piękną istotę, która zaufała zwykłemu dzieciakowi, a mnie nie potrafiła.

* Sheila *
Harry rozglądał się z zaciekawieniem po wielkim pomieszczeniu. Dotarliśmy do medium, mogłam dowiedzieć się czegoś na temat Harry'ego i moich rodziców. Aczkolwiek nie zapowiadało się na miłe powitanie.
Pchnęłam wielkie dębowe drzwi i ujrzałam kogoś, kogo bym się tu nie spodziewała.
-Mama? Tata?- spytał Jarred, niedowierzając. Chociaż nie byli jego rodzicami.
-Amre?- syknęłam, chowając za sobą Harry'ego.
-Nie chowaj chłoptasia i tak zginie.
-Ręczę za niego życiem.
-Och, skarbie. Czyżbyś coś poczuła do tego ziemskiego chłopaka?
Fuknęłam pod nosem zdając sobie sprawę z brutalnej rzeczywistości. Zmierzyłam go ostrym spojrzeniem, a on podszedł, wymierzając mi policzek. Harry się szarpnął za moimi plecami.
-Jesteś zaręczona, nie masz prawa spojrzeć na innego.. chłopca w tym przypadku.
-Co?!- krzyknęłam równocześnie z Harrym.
-Nie podnoś głosu na narzeczonego.
Moje oczy podwoiły swoich rozmiarów. Nie. Nie to do cholery nie jest możliwe.
-------------- 
,,Jestem po złej stronie nieba
I właściwej stronie piekła." 

- - - - - - -
wyimaginowana
  • Medaliony Sheili i Jarreda, tworzące skrzydlatego węża.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz