Życie to chwila.
A chwila przemija...

poniedziałek, 11 stycznia 2016

#thanks

Tak więc, jak już zauważyliście, opowiadanie się skończyło. Od początku było planowane na kilka rozdziałów. To było moje pierwsze prawdziwe, skończone opowiadanie. Nie wiem, jak Wam się podobało, ale myślę, że raczej trochę na pewno, nie? ;)
Niestety, tutaj nie ma co przedłużać.
Nie ma sensu pisać kolejnej części, bo ta skończyła się dość jasno, nie? xd
Co do jakiś dodatków, to nie ukrywam- nie mam żadnego pomysłu. Myślę, że to opowiadanie można po prostu uznać za zakończone.
Chętnie przyjmę sugestie i inne takie porady. Tutaj moja praca się kończy, ale zapraszam jeszcze na inne moje blogi:)
Po co piszę notkę? Bo chciałam podziękować. Za każde wyświetlenie i jakieś komentarze. Dziękuję <3

A tak między nami..
Prawdę mówiąc nie miałam zamiaru nigdy tego opowiadania wstawiać, ale że musiałam zaliczyć wok.. heheh
 Tutaj moja praca się kończy, ale zapraszam jeszcze na inne moje blogi:)
Zapraszam również na dawno założonego aska :)
Można się też ze mną skontaktować poprzez maila: dominika.turcja@gmail.com

No dobra, już nie przedłużam xd
Może się jeszcze spotkamy na jakimś blogu? ;)

W tym momencie państwa żegnam.

||wyimaginowana

piątek, 18 grudnia 2015

Epilog

Epilog
Hm.. Czyli jednak jestem człowiekiem.
Krótka ta historia, trochę pogmatwana i spontaniczna. Ale cóż. Moje życie jest pogmatwane i spontaniczne. I niestety długie. Ale mojej rodziny także. I Harry'ego też. Co do Harry'ego.. Związałam się z nim. Zaczęliśmy się umawiać na randki, takie wiecie. Takie prawdziwe, takie jakie są w Waszym świecie. Tworzymy szczęśliwą parkę, a w szkole.. W szkole i tak się mnie boją. Nie znają moich mocy, ale i tak jestem niebezpieczna. Znalazłam przyjaciół, mam elitę. Tworzę ją ja, Harry, Jarred, Louis, Niall, Zayn, Liam, Danielle, Eleanor, Tina, Perrie i Sophie. Jesteśmy najpopularniejszą bandą w szkole, a cóż.. Ja i Harry, to związek, na którym wzorują się inni. I choć jestem dla wszystkich miła, i tak się mnie boją.
Jarred twierdzi, że jestem niebezpieczna. I ma rację. Harry, wypieprzaj mi z umysłu. Wspominałam, że wraz z bratem i mamą, nauczyłyśmy Hazzę, komunikować się telepatycznie? Nie? To teraz to robię. Cieszę się, że wszystko się tak ułożyło. Cóż, kto by pomyślał.. Mam mamę Wyrocznię. Haha, Boże, jakie życie jest przewrotne. Och. I Harry jest nieśmiertelny. Dałyśmy mu ten kamień nieśmiertelności i proszę. Mój chłopak jest nieśmiertelny. Tak, jak ja i cała moja rodzina. Hej! Może kiedyś się spotkamy? A może już się spotkaliśmy?
Ostrzeżenie: Sheila Valerie jest cholernie niebezpieczną osobą.
Yhm.. Tak.. Więc...Do zobaczenia w piekle.
Ah, no tak. Jestem nieśmiertelna.
Ale to nic. Każdy ma swoje dziwactwa...
- - - – - - - -
Życie jest krótkie, więc niczego nie żałuj. No chyba, że jesteś nieśmiertelny ;)
wyimaginowna 
--------
KONIEC :)))

piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział VIII

-Nie jesteście moimi rodzicami! Nie macie prawa mnie zaręczać! Nie zgadzam się wyjść za tego zboczeńca!
-Skarbie, masz tu najmniej do gadania. I jestem Twoją matką.
-Wychowałaś mnie, ale nigdy nie będziesz moją matką. Tak samo, jak nie będziesz jego matką. A ty nie będziesz naszym ojcem. Możecie mnie nawet wywalić z tej popieprzonej krainy, możecie mnie zabić. Ale nigdy nie będziecie moimi rodzicami, a ja nigdy nie poślubię Amre!
-Sheila, co ty wygadujesz?! Nie pozwolę Ci zginąć. A jak odchodzisz, odchodzę z Tobą.
-I gdzie pójdziecie?! Do ludzkiego świata?! Szukać ojca?!
Fuknęłam pod nosem, kiedy nagle zdałam sobie z czegoś sprawę.
Wyrocznia. Chłopak uśmiechnął się pod nosem. Umiesz się teleportować? Głupie pytanie. Jak przekazać wiadomość Harry'emu? Użyłam całej swojej mocy, by przekazać krótką wiadomość chłopakowi. Słyszysz mnie? Sheila?! Teleportujemy się. Trzymaj się mocno. Oke..CO?! Pospieszcie się! Mamy jakieś dziesięć sekund. Gotowi? Tak. Tak. Na trzy! Raz... Dwa...Trzy!
Używając całej swojej mocy ponownie, przeniosłam nas do innego pomieszczenia. Rozejrzałam się.
-Jesteśmy w głównej siedzibie Wyroczni.- stwierdziłam i spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.-Chłopaki, pędem. Mamy dziesięć minut, zanim Amre i jego cholerny koń tu będą.
-Dobra. To gdzie iść?
-Za głosem..
Pobiegliśmy do miejsca, z którego wydobywał się dźwięk. Nim się obejrzałam stałam przed Wyrocznią, chowając za sobą Harry'ego.
-Wiem, źle postąpiłam! Ale ten chłopak ma coś w sobie! Przyciąga mnie do siebie, jak medalion mojego brata i mój! Zależy mi na nim i nieważne jaką będę musiała zapłacić cenę, chcę jego bezpieczeństwa!
-Czy tylko tego chcesz?
-Chcę wiedzieć kim byli moi rodzice. Ale on jest dla mnie ważniejszy.- powiedziałam, upadając na kolana.
-Proszę, proszę.. Nieśmiertelna pokochała człowieka..
-Ja.. Nie zaprzeczę. Ale nie znam pojęcia miłość. Nie znam tego uczucia, bo ja nie potrafię kochać.
-Kiedyś nie potrafiłaś. Sheila, skarbie. Ja jestem Twoją matką. Waszą matką.
Spojrzałam na Wyrocznię. Rzeczywiście, wyglądała, jak kobieta ze zdjęcia.
-Mamo? A co z..
-Ojcem? Jest bezpieczny w ludzkim świecie.
-Dlaczego nas oddałaś?
-Bo za bardzo Was kochałam. Nie wiedziałam, że Amre i rodzina, do której Was oddaję jest taka... Myślałam, że wzięłam dobrych ludzi.
-Co mnie czeka za Harry'ego?
-Nic, słonko. Odnaleźliście mnie. A to.. Harry był egzaminem. Jest jednym z nas. Tylko jeszcze o tym nie wie.
Chłopak o mało nie zemdlał, kiedy to usłyszał.
-Żartowałam. Chłopak jest człowiekiem. Tak, jak i Ty, skarbie. Ja też. I Jarred także. Po prostu wychowywaliśmy się w takim, a nie innym świecie.
-Co z naszą rodziną?
-Zamieszkamy razem. Jarred jest pełnoletni, ty już też.. Wrócimy do ludzkiego świata i zamieszkamy we czwórkę. Lub raczej piątkę. Macie siostrę.
Zrobiliśmy z bratem facepalma, po czym wybuchnęliśmy śmiechem. Taaaak, to było dziwne. Ej, Jar? Hm? Wszystko jest w normie. Na tyle na ile może być, młoda.
---------------
A gdy przyjdzie czas..
Kto pokona nas? 
wyimaginowana

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział VII

Rozdział VII
Spojrzeliśmy po sobie.
-Ten wąż oznacza mnie- szepnął chłopak, podając nam swój wisior.
Z przerażeniem w oczach dostrzegłam na nim to, czego się obawiałam. Takiej osoby powinnam unikać. Jest przeciwieństwem mnie. Anioł Brzasku. Jednocześnie wiem, że nie będę w stanie trzymać się od niego z daleka. Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę przejścia. Obdarzyłam brata ostatnim niepewnym spojrzeniem i łącząc nasze bliźniacze medaliony* otworzyłam przejście do naszego świata. Jedno pytanie jednak wciąż zaprzątało mi głowę. Co jeśli to był sprawdzian?

* Wyrocznia *
-Zrobiła to. Przeszła na drugą stronę! Od dłuższego czasu wraz z bratem przechodzą do świata ludzi. A teraz wzięli jednego z nich do naszego świata! Nie możemy na to pozwalać!
-Amre, wiesz, co masz robić.
-Tak jest, wyrocznio.
Przytaknął i zniknął za drzwiami. Spojrzeliśmy na kulę, w której widzieliśmy Sheilę, Jarreda i chłopaka, który zagrażał naszemu istnieniu.
-Dziewczyna wie za dużo. Niebawem pozna całą prawdę. Także tą o matce.
-Nie dopuścimy do tego. Ona nie może się dowiedzieć.
-Będzie chciała poznać ojca.
-Jej ojcieC nie jest dla nas zagrożeniem. Ona sama.. Owszem
Obraz w kuli się zamazał. Zdjęli medaliony.

* Amre *
Przemierzałem las z prędkością zawrotna na czarnym ogierze. Saris przyspieszał. Należał do najpiękniejszych koni na w naszym świecie. I ja miałem zaszczyt go posiadać.
Shannon, nie zachwalaj mnie tak.
-Cicho siedź, Saris i przyspiesz. Musimy znaleźć Leddi, nim zaprowadzi tego chłopaka do Medium.
Jasne, Amre.
I po chwili pędziłem niczym wiatr wśród zarośli, by dogonić dziewczynę. By dogonić tą piękną istotę, która zaufała zwykłemu dzieciakowi, a mnie nie potrafiła.

* Sheila *
Harry rozglądał się z zaciekawieniem po wielkim pomieszczeniu. Dotarliśmy do medium, mogłam dowiedzieć się czegoś na temat Harry'ego i moich rodziców. Aczkolwiek nie zapowiadało się na miłe powitanie.
Pchnęłam wielkie dębowe drzwi i ujrzałam kogoś, kogo bym się tu nie spodziewała.
-Mama? Tata?- spytał Jarred, niedowierzając. Chociaż nie byli jego rodzicami.
-Amre?- syknęłam, chowając za sobą Harry'ego.
-Nie chowaj chłoptasia i tak zginie.
-Ręczę za niego życiem.
-Och, skarbie. Czyżbyś coś poczuła do tego ziemskiego chłopaka?
Fuknęłam pod nosem zdając sobie sprawę z brutalnej rzeczywistości. Zmierzyłam go ostrym spojrzeniem, a on podszedł, wymierzając mi policzek. Harry się szarpnął za moimi plecami.
-Jesteś zaręczona, nie masz prawa spojrzeć na innego.. chłopca w tym przypadku.
-Co?!- krzyknęłam równocześnie z Harrym.
-Nie podnoś głosu na narzeczonego.
Moje oczy podwoiły swoich rozmiarów. Nie. Nie to do cholery nie jest możliwe.
-------------- 
,,Jestem po złej stronie nieba
I właściwej stronie piekła." 

- - - - - - -
wyimaginowana
  • Medaliony Sheili i Jarreda, tworzące skrzydlatego węża.

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział VI

Rozdział VI
* Harry *
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Moje oczy rozszerzyły się na jej słowa. Spojrzała na swojego brata, a ja poczułem, jak kolory z mojej twarzy odpływają.
Kim więc była dziewczyna, która mi się spodobała? Kim była? Jakim cudem taka drobna dziewczyna potrafi tak przyłożyć? Jakim cholernym cudem ten chłopak mnie uzdrowił?
-T..to kim?- spytałem, niepewnie.
Westchnęła.
-Ja sama do końca nie wiem. Kobieta, która mnie wychowywała jest nimfą, a mężczyzna czarodziejem. Ja i mój brat jesteśmy kimś więcej niż ludźmi, ale czymś mniej niż nasza rodzina. Nasza rodzina, to od elfów, przez czarodziei, po nimfy. Znajdziesz u nas nawet wampiry, wilkołaki, krasnale.. Widzisz, jak wyglądamy. Nasza rasa jest uważana, za nienaturalnie piękną, zaś w środku jesteśmy demonami. Jesteśmy nieśmiertelni. Mamy różne dziwne moce, jak na przykład potrafimy czytać sobie w myślach, komunikować się telepatycznie. Do dziwnych mocy należy także przenoszenie rzeczy, bez dotykania ich, tak samo z ludźmi. Mogę komuś zrobić krzywdę, nie dotykając go. Mogę zabić wzrokiem, tego nie potrafi on hehe, mogę też przeładować siłę w dowolną część ciała, tak, jak zrobiłam to kilka dni temu. Mogę komuś namieszać w głowie- przerwała, widząc mój przerażony wzrok- spokojnie, tego Tobie nie zrobiłam. Potrafię wywołać dowolną pogodę i cholernie szybko biegać. Ah, no mogę porazić prądem. Dość szybko zmienia mi się także nastrój, więc lepiej ze mną nie zadzierać. Wiem, brzmi to irracjonal..
-Od początku wiedziałem, że nie jesteś normalna- przerwałem jej. Zaśmiała się perliście.- Mogę o coś spytać?
-Pewnie.
-Powiedziałaś: „Kobieta, która mnie wychowywała..” a co z matką?
-Nie mam zielonego pojęcia. Wiem tylko, gdzie się urodziłam, gdzie mnie zaniesiono i z czym mnie znaleziono. Dowiedziałam się niedawno.
-Oh. A gdzie mieszkacie?
Uśmiechnęła się.
-Widzisz tamto miejsce?
Pokazała barierę lasu.
-Nom.. Las..
Sheila zachichotała, a jej brat starał się ukryć rozbawienie.
-Ty widzisz las. My nie widzimy nic. Te medaliony wpuszczą nas do naszego świata. Mieszkamy tam, po drugiej stronie. Jakby w odbiciu lustrzanym Londynu. A znaleźliśmy się tu przypadkiem, będąc na spacerze w zaczarowanym lesie. Widziałam Cię wtedy. Ciebie i Twojego kolegę. Patrzyłeś w moje oczy, ale mnie nie widziałeś..
-Ale czułem Twoją obecność.
Wiedziałem, że ktoś tamtego dnia był z nami w lesie. Nie widziałem tej osoby, ale czułem jej obecność. Jakby była za jakąś magiczną szybą i mnie obserwowała.
-Twoja mama była człowiekiem?
-Nie wiem. Chyba nie, bo pamiętam, jak mnie przenosiła. Potem zniknęła.
-A tata?
Spojrzała na brata z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Nie pomyślałam o tym. Jego pochodzenie mogłoby wyjaśniać skąd znam Wasz język.
Na jej szyi błysnęło coś złotego. Chwyciłem to z ciekawości. Dziewczyna spojrzała na mnie i odpięła medalion z szyi.
-Wąż?
-Oznacza mnie. Poszukaj sobie w internecie znaczenia węża, to będziesz wiedział czemu.
-Oki. Próbowałaś to otworzyć?- spytałem, widząc nie ruszony zatrzask.
-To się otwiera?!- krzyknęli oboje. Chłopak zdjął swój i mi podał. Otworzyłem oba i im podałem.
-Mama.. -szepnęła dziewczyna, a po jej policzku spłynęła łza. Zrobiło mi się jej żal. Za to chłopak patrzył na zdjęcie zawarte w medalionie z szokiem/złością.
-Shei... My naprawdę jesteśmy rodzeństwem- szepnął, pokazując dziewczynie wisior z takim samym zdjęciem. Dziewczyna zakryła usta dłonią w szoku.
-Mam prośbę- powiedziałem, ściągając na siebie ich uwagę.- Zabierzcie mnie do Waszego świata.
Ich oczy rozwarły się w szoku, po czym spojrzeli po sobie.
Postanowiłem pokazać im mój medalion z uskrzydlonym wężem.
-Ten wąż oznacza mnie*- szepnąłem, podając im mój wisior.
-----------------
A co jeśli to co złe jest dobre, 
A to co dobre..złe?
- - - – - - –
wyimaginowana
* „Ten wąż oznacza mnie”
Wąż skrzydlaty - dobroczynność, wyzwolenie, zgoda, anioł brzasku, duch wszelkiej wiedzy.

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział V

Po raz kolejny wymknęliśmy się do lasu, by przejść na drugą stronę. Przeszliśmy i drugi raz w krótkim czasie zderzyłam się z Harrym. Chociaż w pierwszym momencie nie wiedziałam, kto to.
-Uważaj, jak chodzisz- syknął. Uniosłam brwi w górę. Zadarłam głowę i wstałam, otrzepując tyłek z brudu.
-Coś ty powiedział?!
-Że masz uważać, jak chodzisz.
-Jak ty się do mnie odnosisz, gnojku?!
Coś się we mnie zagotowało. O-o. To nie wróży nic dobrego. Shei, uspokój się.. Zamknij się!
Przeładowałam moc do prawej ręki i wymierzyłam cios wprost w jego śliczną buźkę. Moja pięść zderzyła się z jego nosem, aż puściła się krew. Wytarłam dłoń o koszulkę i odwróciłam się.
-Trzeba było się do mnie odnosić z szacunkiem, smarkaczu- warknęłam mu tuż przy uchu.
To nie było konieczne. Wkurzył mnie. Nie będzie mi smarkacz podskakiwać. On jest starszy od Ciebie. Ty niby też, a ja i tak jestem mądrzejsza. I daj mi ochłonąć, bo jeszcze ty nie potrzebnie oberwiesz.
Nie powiedział nic więcej, więc w spokoju doszliśmy do miejsca, gdzie byliśmy ostatnio. Gdzie jesteśmy codziennie. Chcę tam wejść. Co?! Idziesz, czy zostajesz? Zrezygnowany chłopak wszedł razem ze mną, na teren zakładu. Podeszłam bliżej i odczytałam nazwę miejsca, gdzie się znajdujemy. Odsunęłam się gwałtownie w tył. To szpital psychiatryczny.
*
Sięgnęłam po medalion i założyłam go sobie na szyję. Ponownie się z kimś zderzyłam. Z Harrym, jak się okazuje. Znowu.
-Cześć... -powiedział niepewnie, a ja na niego spojrzałam. Mimowolnie przyłożyłam dłoń do ust.
-Cholera, czy to ja?!- krzyknęłam, kiedy zauważyłam, że na nosie ma opatrunek. Chłopak nic nie powiedział, dając mi odpowiedź. Jasny gwint. Złamałam mu nos!- Przepraszam! -krzyknęłam.
Podeszłam bliżej, dotykając jego rany, przez co się skrzywił.
Jar? Co? Umiemy leczyć? Ja tak... NIE! Proszę, zrobiłam mu krzywdę. Nie możemy ryzykować. Jarred, jesteśmy tu we trójkę. W świecie ludzi. Spokojnie. Proszę, pomóż mu.. Ale.. Proszę.. No dobra..
-Słuchaj, Harry. Zabrzmi to irracjonalnie, ale proszę, zaufaj nam, okej?
Przytaknął, lekko wystraszony.
-Mój brat umie Ci wyleczyć ten nos.. Mamy jakby takie moce. Nie bój się, nie zrobimy Ci krzywdy. Tylko..
-Tylko co?
-Musisz uwierzyć. Inaczej moc może nie zadziałać, lub..
-Lub?
-Zadziałać w drugą stronę. Czyli zamiast wyleczyć Ci ten nos, bardziej go uszkodzi. Ufasz nam?
-Ja..
-Ufasz.. mi?
Wahał się nad odpowiedzią. Przełknął ślinę i otworzył usta, a po chwili z powrotem je zamknął.
-Tobie?- przytaknęłam. -Tak.
Coś przyjemnego rozlało się w moim wnętrzu.
Jarred podszedł do chłopaka i spoglądając uprzednio na mnie, przeładował moc do lewej dłoni. Przyłożył ją do nosa chłopaka, a ja wstrzymałam oddech. Trysnęło jakimś światłem, a po chwili.. nos Harry'ego był nastawiony.
-Zrobiłeś to..
-Obiecałem.- Dziękuję. Jesteśmy rodzeństwem mimo wszystko. Pomagamy sobie.
-Jak..?- szepnął Harry, nie dowierzając.
Westchnęłam.
-Usiądź, Harry. To długa historia.
Jesteś pewna? Tak.. Zasługuje na wyjaśnienia. Okej..
-Harry..
-To, to..
-Posłuchaj mnie. Wszystko Ci opowiem. Tylko musisz mi uwierzyć. To niewiarygodna historia...
-Jest coś bardziej niewiarygodnego niż tajemnicze uzdrowienie za pomocą dłoni?
Zaśmiałam się nerwowo.
-Owszem, jest.
Wzięłam głęboki wdech.
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Oczy chłopaka podwoiły swoich rozmiarów, a ja z niepokojem spojrzałam na Jarreda.
------------------
W świecie dobra i zła wygrywa samotność.
wyimaginowana
------------
może jakieś komy? ;/ 

czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział IV

-Jak to?
-Nie urodziłam się w domu. I nie jestem Twoją siostrą.
-Co?!
-Już pamiętam. Twoi rodzice mnie zabrali z tego miejsca. Pytanie tylko kim była moja matka, że zostawiła mnie tutaj?
Chłopak spojrzał na mnie.
-To niczego między nami nie zmienia.
-Wiem. Ale Jarred.. Ja muszę się dowiedzieć, kim byli moi rodzice. A to oznacza, że bez względu na wszystko muszę się dostać do ludzkiego świata.
-A ja Ci pomogę- szepnął, po czym skierowaliśmy się do lasu. Na szczęście nikogo w nim nie było. Złapałam brata za rękę i jeszcze raz powoli dotknęłam bariery. Gwałtownie odsunęłam rękę.
-Sheila..Twój medalion- powiedział Jarred, a ja spojrzałam na wisior. Zdjęłam go i przyłożyłam do tajemniczej ściany. Wąż zaczął świecić. Ale nie tylko mój medalion świecił.
-Jarred..- szepnęłam, gdy zauważyłam, że jego złoty medalion z orłem także świeci. Orły miał wszędzie, nosił je tak, jak ja węże. Tak jak wąż oznaczał mnie, tak jego oznaczał orzeł.*
Chłopak zdjął go ze swojej szyi i przyłożył do bariery. Nic. Natomiast nasze medaliony zaczęły się do siebie przybliżać; jak za pomocą pola magnetycznego. Złączyły się w jeden i dopasowały do jakiegoś miejsca w barierze. Zmarszczyłam brwi, kiedy nagle zgasły, „wisząc w powietrzu”. Choć naprawdę były gdzieś na barierze. Wyciągnęłam dłoń do bariery. Ale jej nie było. Spojrzałam na Jarreda. Uśmiechnął się pod nosem. Nasze medaliony naprawdę wisiały w powietrzu. Sięgnęłam po nie i odczepiłam od siebie. Dzisiaj się tam wybrać nie możemy. Ale jeszcze to zrobimy
*
-No dlaczego się nie da?! Ostatnio się dało!
Nikłe światło księżyca padało na moje dłonie, kiedy nagle coś sobie uświadomiłam i zaprzestałam próbować.
-Co?
-Musimy czekać, aż księżyc zniknie za chmurami. Wtedy też był schowany, pamiętasz?
Odczekaliśmy chwilę, aż nagle nasze medaliony zaczęły świecić. Uśmiechnęłam się i je złączyłam. Zawirowały i powędrowały w górę, znajdując odpowiednie miejsce, do przyczepienia się. Wpadły w środek, a ja bez strachu przełożyłam rękę. Nie było bariery. Uśmiechnęłam się szeroko do Jarreda i przeszliśmy na „drugą stronę”. Chłopak sięgnął po medaliony i zamknął za nami ścianę lasu. Zapamiętałam jedno charakterystyczne drzewo i ruszyłam przed siebie. Nagle zderzyłam się z kimś, upadając na ziemię. Auć?
-Przepraszam- mruknął znajomy głos, podając mi rękę.
-Argh... Nic się nie stało.
Spojrzałam na chłopaka i zaniemówiłam. To był ten loczek; ten śliczny loczek. Harry.
Uśmiechnął się do mnie, a ja się lekko rozpłynęłam.
-Shei?! Sheila! Gdzie je... Oh, szukałem Cię.
-Nie zgubiłam się Jar. Spokojnie.
Spojrzał na mnie znacząco, a ja odwróciłam wzrok, czując nieznane dotąd mrowienie na policzkach.
-Dziwne imię.
-Tak. Ja.. yy.. Nie jestem stąd.
-Oh, a skąd? Jeśli można..
Spojrzałam z przerażeniem na Jarreda.
-Yyy.. Z...Manhatanu. Imię mam po pra-pra-pra babci.
-Oh, rozumiem. A tak w ogóle Harry jestem.- wyszczerzył się.
Zachichotałam, a Jarred na mnie spojrzał, jak na wariatkę.
-Moje imię znasz.
-Shei, chodź. Musimy iść.
-Jarred, luz. Mamy całą noc.
-No nie wiem.
-Jesteś idiotą.
-A ty idiotką.
-Co za dzieciak.
-Jestem starszy.
-Ale głupszy- pokazałam mu język.
Mruknął coś niewyraźnie, a ja przewróciłam oczami.
-Harry?!
-Tutaj, Loueh!
Hej, hej, hej! Nie tak wyglądało to spotkanie! Zamknij się, Jarred. Wpadliśmy na nich..To było inne spotkanie! Daj mi opowiedzieć!
Przybiegł do nas jakiś chłopak, który podejrzewam nosił imię Louis.
-Lou, to jest Sheila. Sheila, Lou.
-Hej- bąknął, podając mi dłoń.
-Hej. Słuchajcie, ja muszę lecieć, bo mój starszy brat zejdzie na zawał, jeśli nie pójdziemy już.
-Sheila!
-Jarred, chodź, staruszku, chodź. - zaśmiałam się – To hej!-pomachałam i zniknęliśmy za drzewami.
-Co to było?!
-Co?
-Ten dźwięk. I czemu mi nie odpowiedziałaś w myślach?!
-Ah. Nie wiem.. Chwila.. Mówiłeś coś?!
Spojrzeliśmy na siebie ze strachem. Postanowiłam sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Wyciągnęłam rękę przed siebie i wymierzyłam w drzewo. Ani drgnęło, a mnie zaczęła boleć ręka. Po chwili się zorientowałam. Nie mamy na sobie medalionów. Założyłam swój, a on swój i spojrzałam na niego.
Słyszysz mnie? Tak.
Odetchnęliśmy z ulgą, kiedy okazało się, że możemy się porozumiewać. Poszliśmy przed siebie, kiedy nagle stanęłam obok jednego z budynków.
Jarred.. Hm? To nie tam się urodziłam. Tam zostałam zaniesiona. Tu się urodziłam. Wskazałam głową budynek przede mną. Był stary, zniszczony i zaniedbany.
Sheila? No? Kim była Twoja matka? Spojrzałam na budynek i westchnęłam. Dobre pytanie.
----------
Podczas, gdy człowiek boi się demona, 
Demon boi się człowieka. 
- - - - - -
* „Tak, jak mnie oznaczał wąż, tak jego oznacza orzeł..”
Orzeł symbolizuje: słońce, niebiosa, ogień, pożar, dzień, powietrze, pioruny, wiatr, początek, wszechwładzę, wróżbę, wyrocznię, modlitwę, łaskę, długowieczność, odnowienie, odrodzenie, nieśmiertelność, chrzest, wniebowstąpienie, chwałę, władzę, majestat, natchnienie, geniusz, aspiracje, męskość, heroizm, zwycięstwo, sprawiedliwość, karę ojcowską, opiekę, żarłoczność.

Starożytność

Biblia, Stary Testament
ORŁY - ANIOŁOWIE:Aniołowie niekiedy przybierali postać orła.
ORZEŁ - BABILON:"Mówi Pan: Olbrzymi orzeł wielkoskrzydły, o długich lotach, pełen różnobarwnego upierzenia, przyleciał na Liban".
ORZEŁ - ŻARŁOCZNOŚĆ:"Orzeł jest wszędzie tam, gdzie są trupy, jego pisklęta chciwie piją krew"(Księga Hioba).
ORZEŁ - ODRODZENIE:"Odnowi się jak u orła młodość" (Psalm 102).
ORZEŁ - WZNIOSŁOŚĆ:"Orzeł ściele wysoko swe gniazdo, na skale mieszka i nocuje na iglicach skalnych i stromych wierzchołkach" (Księga Hioba).
Nowy Testament, Apokalipsa
ORZEŁ - GŁOSICIEL KOŃCA ŚWIATA:"I słyszałem głos orła lecącego środkiem nieba, wołającego donośnie: Biada mieszkańcom ziemi".
Mitologia
ORZEŁ ZABIJAJAJĄCY WĘŻA LUB ZAJĄCA:Zwycięstwo, triumf światła nad ciemnością, Zeus pokonujący swoich wrogów.
ORZEŁ - NARZĘDZIE KARY:Zeus wysyła orła, aby wydziobywał Prometeuszowi wątrobę.

Romantyzm

Pan Tadeusz A. Mickiewicz
ORZEŁ - WOJSKO:"Konie, ludzie, armaty, orły dniem i nocą płyną" - o wojskach napoleońskich.
"Ów mąż, bóg wojny(...)wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebrnych, od puszcz libijskich latał do Alpów" -o Napoleonie i jego armii.

Pozytywizm

A jak poszedł król na wojnę.... M. Konopnicka
ORZEŁ - WOJSKO:"Szumią orły chorągwiane".

Młoda Polska

Wesele S. Wyspiański
ORZEŁ - GODNOŚĆ, SZLACHECTWO:"Nie polezie orzeł w gówna".
ORZEŁ - WOJSKO:"Orły, kosy, szable, godła".
 wyimaginowana
----------
No nie powiem, zaczyna mi się podobać :D