Po raz kolejny wymknęliśmy się do lasu, by przejść na drugą
stronę. Przeszliśmy i drugi raz w krótkim czasie zderzyłam się z
Harrym. Chociaż w pierwszym momencie nie wiedziałam, kto to.
-Uważaj, jak chodzisz- syknął. Uniosłam brwi w górę.
Zadarłam głowę i wstałam, otrzepując tyłek z brudu.
-Coś ty powiedział?!
-Że masz uważać, jak chodzisz.
-Jak ty się do mnie odnosisz, gnojku?!
Coś się we mnie zagotowało. O-o. To nie wróży nic dobrego.
Shei, uspokój się.. Zamknij się!
Przeładowałam moc do prawej ręki i wymierzyłam cios wprost w jego
śliczną buźkę. Moja pięść zderzyła się z jego nosem,
aż puściła się krew. Wytarłam dłoń o koszulkę i odwróciłam
się.
-Trzeba było się do mnie odnosić z szacunkiem, smarkaczu-
warknęłam mu tuż przy uchu.
To nie było konieczne. Wkurzył mnie. Nie będzie mi smarkacz
podskakiwać. On jest starszy od Ciebie. Ty niby też, a ja i
tak jestem mądrzejsza. I daj mi ochłonąć, bo jeszcze ty nie
potrzebnie oberwiesz.
Nie powiedział nic więcej, więc w spokoju doszliśmy do miejsca,
gdzie byliśmy ostatnio. Gdzie jesteśmy codziennie. Chcę tam
wejść. Co?! Idziesz, czy zostajesz?
Zrezygnowany chłopak wszedł razem ze mną, na teren
zakładu. Podeszłam bliżej i odczytałam nazwę miejsca, gdzie się
znajdujemy. Odsunęłam się gwałtownie w tył. To szpital
psychiatryczny.
*
Sięgnęłam po medalion i założyłam go sobie na szyję. Ponownie
się z kimś zderzyłam. Z Harrym, jak się okazuje. Znowu.
-Cześć... -powiedział niepewnie, a ja na niego spojrzałam.
Mimowolnie przyłożyłam dłoń do ust.
-Cholera, czy to ja?!- krzyknęłam, kiedy zauważyłam, że na nosie
ma opatrunek. Chłopak nic nie powiedział, dając mi odpowiedź.
Jasny gwint. Złamałam mu nos!- Przepraszam! -krzyknęłam.
Podeszłam bliżej, dotykając jego rany, przez co się skrzywił.
Jar? Co?
Umiemy leczyć? Ja
tak... NIE! Proszę, zrobiłam mu krzywdę. Nie
możemy ryzykować. Jarred, jesteśmy tu we trójkę. W
świecie ludzi. Spokojnie. Proszę, pomóż mu.. Ale..
Proszę.. No dobra..
-Słuchaj,
Harry. Zabrzmi to irracjonalnie, ale proszę, zaufaj nam, okej?
Przytaknął, lekko wystraszony.
-Mój brat umie Ci wyleczyć ten nos.. Mamy jakby takie moce. Nie bój
się, nie zrobimy Ci krzywdy. Tylko..
-Tylko co?
-Musisz uwierzyć. Inaczej moc może nie zadziałać, lub..
-Lub?
-Zadziałać w drugą stronę. Czyli zamiast wyleczyć Ci ten nos,
bardziej go uszkodzi. Ufasz nam?
-Ja..
-Ufasz..
mi?
Wahał się nad odpowiedzią. Przełknął ślinę i otworzył usta,
a po chwili z powrotem je zamknął.
-Tobie?-
przytaknęłam. -Tak.
Coś przyjemnego rozlało się w moim wnętrzu.
Jarred podszedł do chłopaka i spoglądając uprzednio na mnie,
przeładował moc do lewej dłoni. Przyłożył ją do nosa chłopaka,
a ja wstrzymałam oddech. Trysnęło jakimś światłem, a po
chwili.. nos Harry'ego był nastawiony.
-Zrobiłeś to..
-Obiecałem.-
Dziękuję.
Jesteśmy rodzeństwem mimo wszystko. Pomagamy sobie.
-Jak..?- szepnął Harry, nie dowierzając.
Westchnęłam.
-Usiądź, Harry. To długa historia.
Jesteś
pewna? Tak.. Zasługuje na wyjaśnienia. Okej..
-Harry..
-To, to..
-Posłuchaj mnie. Wszystko Ci opowiem. Tylko musisz mi uwierzyć. To
niewiarygodna historia...
-Jest coś bardziej niewiarygodnego niż tajemnicze uzdrowienie za
pomocą dłoni?
Zaśmiałam się nerwowo.
-Owszem, jest.
Wzięłam głęboki wdech.
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Oczy chłopaka podwoiły swoich rozmiarów, a ja z niepokojem
spojrzałam na Jarreda.
------------------
W świecie dobra i zła wygrywa samotność.
------------------
W świecie dobra i zła wygrywa samotność.
wyimaginowana
------------
może jakieś komy? ;/
Nie piszę rozprawek bo mi się nie chce (tak jestem leniem xD) ale to z każdym rodziałem staje się fajniejsze :)
OdpowiedzUsuń