Życie to chwila.
A chwila przemija...

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział V

Po raz kolejny wymknęliśmy się do lasu, by przejść na drugą stronę. Przeszliśmy i drugi raz w krótkim czasie zderzyłam się z Harrym. Chociaż w pierwszym momencie nie wiedziałam, kto to.
-Uważaj, jak chodzisz- syknął. Uniosłam brwi w górę. Zadarłam głowę i wstałam, otrzepując tyłek z brudu.
-Coś ty powiedział?!
-Że masz uważać, jak chodzisz.
-Jak ty się do mnie odnosisz, gnojku?!
Coś się we mnie zagotowało. O-o. To nie wróży nic dobrego. Shei, uspokój się.. Zamknij się!
Przeładowałam moc do prawej ręki i wymierzyłam cios wprost w jego śliczną buźkę. Moja pięść zderzyła się z jego nosem, aż puściła się krew. Wytarłam dłoń o koszulkę i odwróciłam się.
-Trzeba było się do mnie odnosić z szacunkiem, smarkaczu- warknęłam mu tuż przy uchu.
To nie było konieczne. Wkurzył mnie. Nie będzie mi smarkacz podskakiwać. On jest starszy od Ciebie. Ty niby też, a ja i tak jestem mądrzejsza. I daj mi ochłonąć, bo jeszcze ty nie potrzebnie oberwiesz.
Nie powiedział nic więcej, więc w spokoju doszliśmy do miejsca, gdzie byliśmy ostatnio. Gdzie jesteśmy codziennie. Chcę tam wejść. Co?! Idziesz, czy zostajesz? Zrezygnowany chłopak wszedł razem ze mną, na teren zakładu. Podeszłam bliżej i odczytałam nazwę miejsca, gdzie się znajdujemy. Odsunęłam się gwałtownie w tył. To szpital psychiatryczny.
*
Sięgnęłam po medalion i założyłam go sobie na szyję. Ponownie się z kimś zderzyłam. Z Harrym, jak się okazuje. Znowu.
-Cześć... -powiedział niepewnie, a ja na niego spojrzałam. Mimowolnie przyłożyłam dłoń do ust.
-Cholera, czy to ja?!- krzyknęłam, kiedy zauważyłam, że na nosie ma opatrunek. Chłopak nic nie powiedział, dając mi odpowiedź. Jasny gwint. Złamałam mu nos!- Przepraszam! -krzyknęłam.
Podeszłam bliżej, dotykając jego rany, przez co się skrzywił.
Jar? Co? Umiemy leczyć? Ja tak... NIE! Proszę, zrobiłam mu krzywdę. Nie możemy ryzykować. Jarred, jesteśmy tu we trójkę. W świecie ludzi. Spokojnie. Proszę, pomóż mu.. Ale.. Proszę.. No dobra..
-Słuchaj, Harry. Zabrzmi to irracjonalnie, ale proszę, zaufaj nam, okej?
Przytaknął, lekko wystraszony.
-Mój brat umie Ci wyleczyć ten nos.. Mamy jakby takie moce. Nie bój się, nie zrobimy Ci krzywdy. Tylko..
-Tylko co?
-Musisz uwierzyć. Inaczej moc może nie zadziałać, lub..
-Lub?
-Zadziałać w drugą stronę. Czyli zamiast wyleczyć Ci ten nos, bardziej go uszkodzi. Ufasz nam?
-Ja..
-Ufasz.. mi?
Wahał się nad odpowiedzią. Przełknął ślinę i otworzył usta, a po chwili z powrotem je zamknął.
-Tobie?- przytaknęłam. -Tak.
Coś przyjemnego rozlało się w moim wnętrzu.
Jarred podszedł do chłopaka i spoglądając uprzednio na mnie, przeładował moc do lewej dłoni. Przyłożył ją do nosa chłopaka, a ja wstrzymałam oddech. Trysnęło jakimś światłem, a po chwili.. nos Harry'ego był nastawiony.
-Zrobiłeś to..
-Obiecałem.- Dziękuję. Jesteśmy rodzeństwem mimo wszystko. Pomagamy sobie.
-Jak..?- szepnął Harry, nie dowierzając.
Westchnęłam.
-Usiądź, Harry. To długa historia.
Jesteś pewna? Tak.. Zasługuje na wyjaśnienia. Okej..
-Harry..
-To, to..
-Posłuchaj mnie. Wszystko Ci opowiem. Tylko musisz mi uwierzyć. To niewiarygodna historia...
-Jest coś bardziej niewiarygodnego niż tajemnicze uzdrowienie za pomocą dłoni?
Zaśmiałam się nerwowo.
-Owszem, jest.
Wzięłam głęboki wdech.
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Oczy chłopaka podwoiły swoich rozmiarów, a ja z niepokojem spojrzałam na Jarreda.
------------------
W świecie dobra i zła wygrywa samotność.
wyimaginowana
------------
może jakieś komy? ;/ 

1 komentarz:

  1. Nie piszę rozprawek bo mi się nie chce (tak jestem leniem xD) ale to z każdym rodziałem staje się fajniejsze :)

    OdpowiedzUsuń