Życie to chwila.
A chwila przemija...

czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział I

Ulice Londynu nigdy nie były jeszcze aż tak spokojne. Są zdecydowanie za spokojne. Włożyłam słuchawki do uszu i spokojnym, jak na mnie, krokiem ruszyłam do domu. Nagle drogę zagrodziło mi dwóch masywnych gości. Uniosłam zaskoczona brwi i spojrzałam na nich. Wyłączyłam muzykę i zerknąwszy, czy nikt nie idzie, ponownie podniosłam wzrok na mężczyzn. To chyba jakaś kpina. Nie wiedzą, kim jestem, czy jak? W mieście wszyscy się mnie boją. No to o co chodzi?!
-No cześć, maleńka. Zabawimy się?
Prychnęłam. On chyba nie zdaje sobie sprawy, z kim zadziera.
-Czy. Ty. Wiesz. Kim. Ja. Jestem.?!- warknęłam, cedząc każde słowo. Mężczyzna wybuchnął wraz z swoim kompanem niepohamowanym śmiechem. Natomiast we mnie aż się zagotowało. Nie rób tego. Za późno. Chwyciłam go za kołnierz koszuli, podnosząc i przygniatając do ściany. Jego kolega nie miał lepiej. Złapałam go drugą ręką za szyję i także przycisnęłam do muru. Skupiłam się i lokując swój wzrok na nich puściłam. Biedni, nadal przebierali nogami w powietrzu. Uśmiechnęłam się ironicznie.
-I co? Dalej nie wiecie?
Nie dałam im szansy odpowiedzieć. Użyłam całej mocy i „niewidzialną” ręką ich spoliczkowałam. W moich oczach pewnie teraz tańczyły iskierki złości. Lub zmieniły kolor na czarne. Zwykle tak mam, jak jestem zła..WŚCIEKŁA, nie zła. Uwolniłam swój umysł i uprzednio ich odrywając od ściany, odeszłam. Usłyszałam jeszcze tylko, jak spadają z głuchym łomotem i zaśmiałam się.
-Co to diabła było?!
Stanęłam słysząc jeszcze jego słowa. Chwilę nad nimi myślałam, po czym odwróciłam się do nich.
-Ja. Sheila Valerie. Jeszcze Wam mało?
Nie bałam się podać swojego imienia i nazwiska.. No bo proszę.. przecież, gdy mnie ktoś zobaczył, od razu wiał.
Zaprzeczyli energicznym ruchem głowy, więc uśmiechnęłam się i odeszłam w przeciwną stronę.
 -Flądra.
Jedno słowo, którego nie miałam prawa usłyszeć, bo byłam za daleko, a które usłyszałam. Wspomniałam, że mam też bardzo dobry słuch i wzrok? Och.. Nic jeszcze nie mówiłam? To zaraz.
-Co powiedziałeś?
Szepnęłam do jego ucha, stając nagle obok.
-Jak...
-Co powiedziałeś?!
I już ponownie był przygnieciony do ściany. Wydał z siebie cichy jęk, a ja zaczęłam się śmiać. Tym razem nie użyję mocy. O nie.. Już dość miałam problemów z „tamtym miejscem”. Choć troszkę użyć mogę.. Przelałam moc na prawą dłoń, którą zacisnęłam w pięść i wymierzyłam mocny cios w sam środek wielkiego brzucha. Jęknął z bólu, a ja zadowolona z swojej roboty kazałam przeprosić i odeszłam, gdy tylko cicho wykonał polecenie.
-Oh. I jeszcze jedno. Ja mogę być kilometr dalej, ale i tak usłyszę, co o mnie mówisz.
Zawołałam i pokazałam mu środkowy palec. Już wie, że ze mną się nie zadziera. Teraz tylko uniknąć Jarreda i zamknąć się w pokoju.
*
Zatrzasnęłam po cichu drzwi sypialni i odetchnęłam z ulgą. Udało się.
-Ja Cię kiedyś zabiję.
Lub nie. No nie wierzę!
-Jarred, czego chcesz?
-Co zrobiłaś tym gościom?
-Chcieli się „zabawić”.
-To musiałaś ich potraktować mocą?! Dobrze wiesz, że nie umiesz jeszcze jej opanować, a na prawo i lewo nią dysponujesz.
Dobra, czas by wyjaśnić, czym jest moc.
Ogółem to po prostu coś, wewnątrz mnie. Mamy to po ojcu- czarodzieju. Nieźle zagmatwane, hmm? Matka nimfa, ojciec czarodziej, my z Jarredem- ludzie. Tata nas uczył od małego czarować no i wyszło, że wraz z bratem, potrafimy czytać sobie w myślach, komunikować się telepatycznie, posiadamy jakąś dziwną moc, że bez dotykania potrafimy coś przenieść, zrobić komuś krzywdę. Wzrokiem potrafię- tylko ja, ha! To nie jest śmieszne. Zamknij się, Jarred.- zabijać. Nom. Mogę też, tak, jak to dzisiaj zrobiłam przeładować siłę w dowolną część ciała. Potrafię też dotknąć kogoś i porazić prądem. Umiem namieszać ludziom w głowach. Jesteśmy też strasznie szybcy, jak na ludzi. No dobra, nie oszukujmy się. Mamy krew ojca i matki w żyłach. Czarodzieja i nimfy. Czemu więc jesteśmy ludźmi? Dobre pytanie. Co do naszego wyglądu zewnętrznego.. Jesteśmy nienaturalnie piękni. Wewnątrz natomiast jesteśmy demonami. Nie jesteśmy dobrzy, ani źli. Nie mamy strony. Jesteśmy po prostu sobą. Mamy jeszcze coś zwanego pyłem. Czyni on nas niewidzialnymi. Jeśli chodzi o to kim jesteśmy.. Mówiłam. LUDŹMI. Nie wampirami, nie wilkołakami, nie elfami, czarodziejami, ani nimfami też nie jesteśmy. Jesteśmy ludźmi. Tylko i wyłącznie. Jednak trochę innymi. Postrzegamy tych normalnych...jako coś dziwnego. Trzymamy innych też na dystans. Mamy też jakieś ukryte talenty, takie,który potrafi człowiek. Na przykład Jarred gra świetnie na gitarze. I to każdej możliwej. To samo perkusja. Ja natomiast umiem grać na gitarze klasycznej i flecie. Jak każda nimfa. Jeśli chodzi o typowe moje talenty to śpiew i taniec. Potrafię też świetnie pisać- na przykład piosenki, wiersze- i rysować. Jesteśmy też nieśmiertelni. Niestety. Nie mamy na to wpływu. Choć jest ponoć eliksir, który.. Który może nas zabić lub zamienić w normalnego człowieka. Jednak nie mamy po co, go zażywać. Patrząc na to teraz, stwierdzam, że my chyba nie jesteśmy ludźmi. No to kim? Dobre pytanie.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
 Anioł może mieć duszę diabła.
Diabeł może mieć serce jak anioł.
------------------------------
I oto rozdział pierwszy. Na razie dopiero się rozkręca, cierpliwości ;3
wyimaginowana

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz