Ulice Londynu nigdy nie były jeszcze aż tak spokojne. Są
zdecydowanie za spokojne. Włożyłam słuchawki do uszu i
spokojnym, jak na mnie, krokiem ruszyłam do domu. Nagle drogę
zagrodziło mi dwóch masywnych gości. Uniosłam zaskoczona brwi i
spojrzałam na nich. Wyłączyłam muzykę i zerknąwszy, czy nikt
nie idzie, ponownie podniosłam wzrok na mężczyzn. To chyba jakaś
kpina. Nie wiedzą, kim jestem, czy jak? W mieście wszyscy
się mnie boją. No to o co chodzi?!
-No cześć, maleńka. Zabawimy się?
Prychnęłam. On chyba nie zdaje sobie sprawy, z kim zadziera.
-Czy. Ty. Wiesz. Kim. Ja. Jestem.?!- warknęłam, cedząc każde słowo.
Mężczyzna wybuchnął wraz z swoim kompanem niepohamowanym
śmiechem. Natomiast we mnie aż się zagotowało. Nie rób tego.
Za późno. Chwyciłam go za kołnierz koszuli, podnosząc i
przygniatając do ściany. Jego kolega nie miał lepiej. Złapałam
go drugą ręką za szyję i także przycisnęłam do muru. Skupiłam
się i lokując swój wzrok na nich puściłam. Biedni, nadal przebierali
nogami w powietrzu. Uśmiechnęłam się ironicznie.
-I co? Dalej nie wiecie?
Nie dałam im szansy odpowiedzieć. Użyłam całej mocy i
„niewidzialną” ręką ich spoliczkowałam. W moich oczach pewnie
teraz tańczyły iskierki złości. Lub zmieniły kolor na czarne.
Zwykle tak mam, jak jestem zła..WŚCIEKŁA, nie zła. Uwolniłam
swój umysł i uprzednio ich odrywając od ściany, odeszłam.
Usłyszałam jeszcze tylko, jak spadają z głuchym łomotem i
zaśmiałam się.
-Co to diabła było?!
Stanęłam słysząc jeszcze jego słowa. Chwilę nad nimi myślałam,
po czym odwróciłam się do nich.
-Ja. Sheila Valerie. Jeszcze Wam mało?
Nie bałam się podać swojego imienia i nazwiska.. No bo proszę..
przecież, gdy mnie ktoś zobaczył, od razu wiał.
Zaprzeczyli energicznym ruchem głowy, więc uśmiechnęłam się i
odeszłam w przeciwną stronę.
-Flądra.
Jedno słowo, którego nie miałam prawa usłyszeć, bo byłam za
daleko, a które usłyszałam. Wspomniałam, że mam też bardzo
dobry słuch i wzrok? Och.. Nic jeszcze nie mówiłam? To zaraz.
-Co powiedziałeś?
Szepnęłam do jego ucha, stając nagle obok.
-Jak...
-Co powiedziałeś?!
I już ponownie był przygnieciony do ściany. Wydał z siebie cichy
jęk, a ja zaczęłam się śmiać. Tym razem nie użyję mocy. O
nie.. Już dość miałam problemów z „tamtym miejscem”. Choć
troszkę użyć mogę.. Przelałam moc na prawą dłoń, którą
zacisnęłam w pięść i wymierzyłam mocny cios w sam środek
wielkiego brzucha. Jęknął z bólu, a ja zadowolona z swojej roboty
kazałam przeprosić i odeszłam, gdy tylko cicho wykonał polecenie.
-Oh. I jeszcze jedno. Ja mogę być kilometr dalej, ale i tak
usłyszę, co o mnie mówisz.
Zawołałam i pokazałam mu środkowy palec. Już wie, że ze mną
się nie zadziera. Teraz tylko uniknąć Jarreda i zamknąć się w
pokoju.
*
Zatrzasnęłam po cichu drzwi sypialni i odetchnęłam z ulgą. Udało
się.
-Ja Cię kiedyś zabiję.
Lub nie. No nie wierzę!
-Jarred, czego chcesz?
-Co zrobiłaś tym gościom?
-Chcieli się „zabawić”.
-To musiałaś ich potraktować mocą?! Dobrze wiesz, że nie umiesz
jeszcze jej opanować, a na prawo i lewo nią dysponujesz.
Dobra, czas by wyjaśnić, czym jest moc.
Ogółem to po prostu coś, wewnątrz mnie. Mamy to po ojcu-
czarodzieju. Nieźle zagmatwane, hmm? Matka nimfa, ojciec czarodziej,
my z Jarredem- ludzie. Tata nas uczył od małego czarować no i
wyszło, że wraz z bratem, potrafimy czytać sobie w myślach,
komunikować się telepatycznie, posiadamy jakąś dziwną moc, że
bez dotykania potrafimy coś przenieść, zrobić komuś krzywdę.
Wzrokiem potrafię- tylko ja, ha! To nie jest śmieszne. Zamknij
się, Jarred.- zabijać. Nom. Mogę też, tak, jak to dzisiaj
zrobiłam przeładować siłę w dowolną część ciała. Potrafię
też dotknąć kogoś i porazić prądem. Umiem namieszać ludziom w
głowach. Jesteśmy też strasznie szybcy, jak na ludzi. No dobra,
nie oszukujmy się. Mamy krew ojca i matki w żyłach. Czarodzieja i
nimfy. Czemu więc jesteśmy ludźmi? Dobre pytanie. Co do naszego
wyglądu zewnętrznego.. Jesteśmy nienaturalnie piękni. Wewnątrz
natomiast jesteśmy demonami. Nie jesteśmy dobrzy, ani źli. Nie
mamy strony. Jesteśmy po prostu sobą. Mamy jeszcze coś zwanego
pyłem. Czyni on nas niewidzialnymi. Jeśli chodzi o to kim
jesteśmy.. Mówiłam. LUDŹMI. Nie wampirami, nie wilkołakami, nie
elfami, czarodziejami, ani nimfami też nie jesteśmy. Jesteśmy
ludźmi. Tylko i wyłącznie. Jednak trochę innymi. Postrzegamy tych normalnych...jako coś dziwnego. Trzymamy innych też na dystans. Mamy
też jakieś ukryte talenty, takie,który potrafi człowiek. Na przykład Jarred gra świetnie na
gitarze. I to każdej możliwej. To samo perkusja. Ja natomiast umiem
grać na gitarze klasycznej i flecie. Jak każda nimfa. Jeśli chodzi
o typowe moje talenty to śpiew i taniec. Potrafię też świetnie
pisać- na przykład piosenki, wiersze- i rysować. Jesteśmy też
nieśmiertelni. Niestety. Nie mamy na to wpływu. Choć jest ponoć
eliksir, który.. Który może nas zabić lub zamienić w normalnego
człowieka. Jednak nie mamy po co, go zażywać. Patrząc na to
teraz, stwierdzam, że my chyba nie jesteśmy ludźmi. No to kim?
Dobre pytanie.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-Anioł może mieć duszę diabła.
Diabeł może mieć serce jak anioł.
------------------------------
I oto rozdział pierwszy. Na razie dopiero się rozkręca, cierpliwości ;3
wyimaginowana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz