Życie to chwila.
A chwila przemija...

niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział VI

Rozdział VI
* Harry *
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Moje oczy rozszerzyły się na jej słowa. Spojrzała na swojego brata, a ja poczułem, jak kolory z mojej twarzy odpływają.
Kim więc była dziewczyna, która mi się spodobała? Kim była? Jakim cudem taka drobna dziewczyna potrafi tak przyłożyć? Jakim cholernym cudem ten chłopak mnie uzdrowił?
-T..to kim?- spytałem, niepewnie.
Westchnęła.
-Ja sama do końca nie wiem. Kobieta, która mnie wychowywała jest nimfą, a mężczyzna czarodziejem. Ja i mój brat jesteśmy kimś więcej niż ludźmi, ale czymś mniej niż nasza rodzina. Nasza rodzina, to od elfów, przez czarodziei, po nimfy. Znajdziesz u nas nawet wampiry, wilkołaki, krasnale.. Widzisz, jak wyglądamy. Nasza rasa jest uważana, za nienaturalnie piękną, zaś w środku jesteśmy demonami. Jesteśmy nieśmiertelni. Mamy różne dziwne moce, jak na przykład potrafimy czytać sobie w myślach, komunikować się telepatycznie. Do dziwnych mocy należy także przenoszenie rzeczy, bez dotykania ich, tak samo z ludźmi. Mogę komuś zrobić krzywdę, nie dotykając go. Mogę zabić wzrokiem, tego nie potrafi on hehe, mogę też przeładować siłę w dowolną część ciała, tak, jak zrobiłam to kilka dni temu. Mogę komuś namieszać w głowie- przerwała, widząc mój przerażony wzrok- spokojnie, tego Tobie nie zrobiłam. Potrafię wywołać dowolną pogodę i cholernie szybko biegać. Ah, no mogę porazić prądem. Dość szybko zmienia mi się także nastrój, więc lepiej ze mną nie zadzierać. Wiem, brzmi to irracjonal..
-Od początku wiedziałem, że nie jesteś normalna- przerwałem jej. Zaśmiała się perliście.- Mogę o coś spytać?
-Pewnie.
-Powiedziałaś: „Kobieta, która mnie wychowywała..” a co z matką?
-Nie mam zielonego pojęcia. Wiem tylko, gdzie się urodziłam, gdzie mnie zaniesiono i z czym mnie znaleziono. Dowiedziałam się niedawno.
-Oh. A gdzie mieszkacie?
Uśmiechnęła się.
-Widzisz tamto miejsce?
Pokazała barierę lasu.
-Nom.. Las..
Sheila zachichotała, a jej brat starał się ukryć rozbawienie.
-Ty widzisz las. My nie widzimy nic. Te medaliony wpuszczą nas do naszego świata. Mieszkamy tam, po drugiej stronie. Jakby w odbiciu lustrzanym Londynu. A znaleźliśmy się tu przypadkiem, będąc na spacerze w zaczarowanym lesie. Widziałam Cię wtedy. Ciebie i Twojego kolegę. Patrzyłeś w moje oczy, ale mnie nie widziałeś..
-Ale czułem Twoją obecność.
Wiedziałem, że ktoś tamtego dnia był z nami w lesie. Nie widziałem tej osoby, ale czułem jej obecność. Jakby była za jakąś magiczną szybą i mnie obserwowała.
-Twoja mama była człowiekiem?
-Nie wiem. Chyba nie, bo pamiętam, jak mnie przenosiła. Potem zniknęła.
-A tata?
Spojrzała na brata z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Nie pomyślałam o tym. Jego pochodzenie mogłoby wyjaśniać skąd znam Wasz język.
Na jej szyi błysnęło coś złotego. Chwyciłem to z ciekawości. Dziewczyna spojrzała na mnie i odpięła medalion z szyi.
-Wąż?
-Oznacza mnie. Poszukaj sobie w internecie znaczenia węża, to będziesz wiedział czemu.
-Oki. Próbowałaś to otworzyć?- spytałem, widząc nie ruszony zatrzask.
-To się otwiera?!- krzyknęli oboje. Chłopak zdjął swój i mi podał. Otworzyłem oba i im podałem.
-Mama.. -szepnęła dziewczyna, a po jej policzku spłynęła łza. Zrobiło mi się jej żal. Za to chłopak patrzył na zdjęcie zawarte w medalionie z szokiem/złością.
-Shei... My naprawdę jesteśmy rodzeństwem- szepnął, pokazując dziewczynie wisior z takim samym zdjęciem. Dziewczyna zakryła usta dłonią w szoku.
-Mam prośbę- powiedziałem, ściągając na siebie ich uwagę.- Zabierzcie mnie do Waszego świata.
Ich oczy rozwarły się w szoku, po czym spojrzeli po sobie.
Postanowiłem pokazać im mój medalion z uskrzydlonym wężem.
-Ten wąż oznacza mnie*- szepnąłem, podając im mój wisior.
-----------------
A co jeśli to co złe jest dobre, 
A to co dobre..złe?
- - - – - - –
wyimaginowana
* „Ten wąż oznacza mnie”
Wąż skrzydlaty - dobroczynność, wyzwolenie, zgoda, anioł brzasku, duch wszelkiej wiedzy.

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział V

Po raz kolejny wymknęliśmy się do lasu, by przejść na drugą stronę. Przeszliśmy i drugi raz w krótkim czasie zderzyłam się z Harrym. Chociaż w pierwszym momencie nie wiedziałam, kto to.
-Uważaj, jak chodzisz- syknął. Uniosłam brwi w górę. Zadarłam głowę i wstałam, otrzepując tyłek z brudu.
-Coś ty powiedział?!
-Że masz uważać, jak chodzisz.
-Jak ty się do mnie odnosisz, gnojku?!
Coś się we mnie zagotowało. O-o. To nie wróży nic dobrego. Shei, uspokój się.. Zamknij się!
Przeładowałam moc do prawej ręki i wymierzyłam cios wprost w jego śliczną buźkę. Moja pięść zderzyła się z jego nosem, aż puściła się krew. Wytarłam dłoń o koszulkę i odwróciłam się.
-Trzeba było się do mnie odnosić z szacunkiem, smarkaczu- warknęłam mu tuż przy uchu.
To nie było konieczne. Wkurzył mnie. Nie będzie mi smarkacz podskakiwać. On jest starszy od Ciebie. Ty niby też, a ja i tak jestem mądrzejsza. I daj mi ochłonąć, bo jeszcze ty nie potrzebnie oberwiesz.
Nie powiedział nic więcej, więc w spokoju doszliśmy do miejsca, gdzie byliśmy ostatnio. Gdzie jesteśmy codziennie. Chcę tam wejść. Co?! Idziesz, czy zostajesz? Zrezygnowany chłopak wszedł razem ze mną, na teren zakładu. Podeszłam bliżej i odczytałam nazwę miejsca, gdzie się znajdujemy. Odsunęłam się gwałtownie w tył. To szpital psychiatryczny.
*
Sięgnęłam po medalion i założyłam go sobie na szyję. Ponownie się z kimś zderzyłam. Z Harrym, jak się okazuje. Znowu.
-Cześć... -powiedział niepewnie, a ja na niego spojrzałam. Mimowolnie przyłożyłam dłoń do ust.
-Cholera, czy to ja?!- krzyknęłam, kiedy zauważyłam, że na nosie ma opatrunek. Chłopak nic nie powiedział, dając mi odpowiedź. Jasny gwint. Złamałam mu nos!- Przepraszam! -krzyknęłam.
Podeszłam bliżej, dotykając jego rany, przez co się skrzywił.
Jar? Co? Umiemy leczyć? Ja tak... NIE! Proszę, zrobiłam mu krzywdę. Nie możemy ryzykować. Jarred, jesteśmy tu we trójkę. W świecie ludzi. Spokojnie. Proszę, pomóż mu.. Ale.. Proszę.. No dobra..
-Słuchaj, Harry. Zabrzmi to irracjonalnie, ale proszę, zaufaj nam, okej?
Przytaknął, lekko wystraszony.
-Mój brat umie Ci wyleczyć ten nos.. Mamy jakby takie moce. Nie bój się, nie zrobimy Ci krzywdy. Tylko..
-Tylko co?
-Musisz uwierzyć. Inaczej moc może nie zadziałać, lub..
-Lub?
-Zadziałać w drugą stronę. Czyli zamiast wyleczyć Ci ten nos, bardziej go uszkodzi. Ufasz nam?
-Ja..
-Ufasz.. mi?
Wahał się nad odpowiedzią. Przełknął ślinę i otworzył usta, a po chwili z powrotem je zamknął.
-Tobie?- przytaknęłam. -Tak.
Coś przyjemnego rozlało się w moim wnętrzu.
Jarred podszedł do chłopaka i spoglądając uprzednio na mnie, przeładował moc do lewej dłoni. Przyłożył ją do nosa chłopaka, a ja wstrzymałam oddech. Trysnęło jakimś światłem, a po chwili.. nos Harry'ego był nastawiony.
-Zrobiłeś to..
-Obiecałem.- Dziękuję. Jesteśmy rodzeństwem mimo wszystko. Pomagamy sobie.
-Jak..?- szepnął Harry, nie dowierzając.
Westchnęłam.
-Usiądź, Harry. To długa historia.
Jesteś pewna? Tak.. Zasługuje na wyjaśnienia. Okej..
-Harry..
-To, to..
-Posłuchaj mnie. Wszystko Ci opowiem. Tylko musisz mi uwierzyć. To niewiarygodna historia...
-Jest coś bardziej niewiarygodnego niż tajemnicze uzdrowienie za pomocą dłoni?
Zaśmiałam się nerwowo.
-Owszem, jest.
Wzięłam głęboki wdech.
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Oczy chłopaka podwoiły swoich rozmiarów, a ja z niepokojem spojrzałam na Jarreda.
------------------
W świecie dobra i zła wygrywa samotność.
wyimaginowana
------------
może jakieś komy? ;/ 

czwartek, 26 listopada 2015

Rozdział IV

-Jak to?
-Nie urodziłam się w domu. I nie jestem Twoją siostrą.
-Co?!
-Już pamiętam. Twoi rodzice mnie zabrali z tego miejsca. Pytanie tylko kim była moja matka, że zostawiła mnie tutaj?
Chłopak spojrzał na mnie.
-To niczego między nami nie zmienia.
-Wiem. Ale Jarred.. Ja muszę się dowiedzieć, kim byli moi rodzice. A to oznacza, że bez względu na wszystko muszę się dostać do ludzkiego świata.
-A ja Ci pomogę- szepnął, po czym skierowaliśmy się do lasu. Na szczęście nikogo w nim nie było. Złapałam brata za rękę i jeszcze raz powoli dotknęłam bariery. Gwałtownie odsunęłam rękę.
-Sheila..Twój medalion- powiedział Jarred, a ja spojrzałam na wisior. Zdjęłam go i przyłożyłam do tajemniczej ściany. Wąż zaczął świecić. Ale nie tylko mój medalion świecił.
-Jarred..- szepnęłam, gdy zauważyłam, że jego złoty medalion z orłem także świeci. Orły miał wszędzie, nosił je tak, jak ja węże. Tak jak wąż oznaczał mnie, tak jego oznaczał orzeł.*
Chłopak zdjął go ze swojej szyi i przyłożył do bariery. Nic. Natomiast nasze medaliony zaczęły się do siebie przybliżać; jak za pomocą pola magnetycznego. Złączyły się w jeden i dopasowały do jakiegoś miejsca w barierze. Zmarszczyłam brwi, kiedy nagle zgasły, „wisząc w powietrzu”. Choć naprawdę były gdzieś na barierze. Wyciągnęłam dłoń do bariery. Ale jej nie było. Spojrzałam na Jarreda. Uśmiechnął się pod nosem. Nasze medaliony naprawdę wisiały w powietrzu. Sięgnęłam po nie i odczepiłam od siebie. Dzisiaj się tam wybrać nie możemy. Ale jeszcze to zrobimy
*
-No dlaczego się nie da?! Ostatnio się dało!
Nikłe światło księżyca padało na moje dłonie, kiedy nagle coś sobie uświadomiłam i zaprzestałam próbować.
-Co?
-Musimy czekać, aż księżyc zniknie za chmurami. Wtedy też był schowany, pamiętasz?
Odczekaliśmy chwilę, aż nagle nasze medaliony zaczęły świecić. Uśmiechnęłam się i je złączyłam. Zawirowały i powędrowały w górę, znajdując odpowiednie miejsce, do przyczepienia się. Wpadły w środek, a ja bez strachu przełożyłam rękę. Nie było bariery. Uśmiechnęłam się szeroko do Jarreda i przeszliśmy na „drugą stronę”. Chłopak sięgnął po medaliony i zamknął za nami ścianę lasu. Zapamiętałam jedno charakterystyczne drzewo i ruszyłam przed siebie. Nagle zderzyłam się z kimś, upadając na ziemię. Auć?
-Przepraszam- mruknął znajomy głos, podając mi rękę.
-Argh... Nic się nie stało.
Spojrzałam na chłopaka i zaniemówiłam. To był ten loczek; ten śliczny loczek. Harry.
Uśmiechnął się do mnie, a ja się lekko rozpłynęłam.
-Shei?! Sheila! Gdzie je... Oh, szukałem Cię.
-Nie zgubiłam się Jar. Spokojnie.
Spojrzał na mnie znacząco, a ja odwróciłam wzrok, czując nieznane dotąd mrowienie na policzkach.
-Dziwne imię.
-Tak. Ja.. yy.. Nie jestem stąd.
-Oh, a skąd? Jeśli można..
Spojrzałam z przerażeniem na Jarreda.
-Yyy.. Z...Manhatanu. Imię mam po pra-pra-pra babci.
-Oh, rozumiem. A tak w ogóle Harry jestem.- wyszczerzył się.
Zachichotałam, a Jarred na mnie spojrzał, jak na wariatkę.
-Moje imię znasz.
-Shei, chodź. Musimy iść.
-Jarred, luz. Mamy całą noc.
-No nie wiem.
-Jesteś idiotą.
-A ty idiotką.
-Co za dzieciak.
-Jestem starszy.
-Ale głupszy- pokazałam mu język.
Mruknął coś niewyraźnie, a ja przewróciłam oczami.
-Harry?!
-Tutaj, Loueh!
Hej, hej, hej! Nie tak wyglądało to spotkanie! Zamknij się, Jarred. Wpadliśmy na nich..To było inne spotkanie! Daj mi opowiedzieć!
Przybiegł do nas jakiś chłopak, który podejrzewam nosił imię Louis.
-Lou, to jest Sheila. Sheila, Lou.
-Hej- bąknął, podając mi dłoń.
-Hej. Słuchajcie, ja muszę lecieć, bo mój starszy brat zejdzie na zawał, jeśli nie pójdziemy już.
-Sheila!
-Jarred, chodź, staruszku, chodź. - zaśmiałam się – To hej!-pomachałam i zniknęliśmy za drzewami.
-Co to było?!
-Co?
-Ten dźwięk. I czemu mi nie odpowiedziałaś w myślach?!
-Ah. Nie wiem.. Chwila.. Mówiłeś coś?!
Spojrzeliśmy na siebie ze strachem. Postanowiłam sprawdzić jeszcze jedną rzecz. Wyciągnęłam rękę przed siebie i wymierzyłam w drzewo. Ani drgnęło, a mnie zaczęła boleć ręka. Po chwili się zorientowałam. Nie mamy na sobie medalionów. Założyłam swój, a on swój i spojrzałam na niego.
Słyszysz mnie? Tak.
Odetchnęliśmy z ulgą, kiedy okazało się, że możemy się porozumiewać. Poszliśmy przed siebie, kiedy nagle stanęłam obok jednego z budynków.
Jarred.. Hm? To nie tam się urodziłam. Tam zostałam zaniesiona. Tu się urodziłam. Wskazałam głową budynek przede mną. Był stary, zniszczony i zaniedbany.
Sheila? No? Kim była Twoja matka? Spojrzałam na budynek i westchnęłam. Dobre pytanie.
----------
Podczas, gdy człowiek boi się demona, 
Demon boi się człowieka. 
- - - - - -
* „Tak, jak mnie oznaczał wąż, tak jego oznacza orzeł..”
Orzeł symbolizuje: słońce, niebiosa, ogień, pożar, dzień, powietrze, pioruny, wiatr, początek, wszechwładzę, wróżbę, wyrocznię, modlitwę, łaskę, długowieczność, odnowienie, odrodzenie, nieśmiertelność, chrzest, wniebowstąpienie, chwałę, władzę, majestat, natchnienie, geniusz, aspiracje, męskość, heroizm, zwycięstwo, sprawiedliwość, karę ojcowską, opiekę, żarłoczność.

Starożytność

Biblia, Stary Testament
ORŁY - ANIOŁOWIE:Aniołowie niekiedy przybierali postać orła.
ORZEŁ - BABILON:"Mówi Pan: Olbrzymi orzeł wielkoskrzydły, o długich lotach, pełen różnobarwnego upierzenia, przyleciał na Liban".
ORZEŁ - ŻARŁOCZNOŚĆ:"Orzeł jest wszędzie tam, gdzie są trupy, jego pisklęta chciwie piją krew"(Księga Hioba).
ORZEŁ - ODRODZENIE:"Odnowi się jak u orła młodość" (Psalm 102).
ORZEŁ - WZNIOSŁOŚĆ:"Orzeł ściele wysoko swe gniazdo, na skale mieszka i nocuje na iglicach skalnych i stromych wierzchołkach" (Księga Hioba).
Nowy Testament, Apokalipsa
ORZEŁ - GŁOSICIEL KOŃCA ŚWIATA:"I słyszałem głos orła lecącego środkiem nieba, wołającego donośnie: Biada mieszkańcom ziemi".
Mitologia
ORZEŁ ZABIJAJAJĄCY WĘŻA LUB ZAJĄCA:Zwycięstwo, triumf światła nad ciemnością, Zeus pokonujący swoich wrogów.
ORZEŁ - NARZĘDZIE KARY:Zeus wysyła orła, aby wydziobywał Prometeuszowi wątrobę.

Romantyzm

Pan Tadeusz A. Mickiewicz
ORZEŁ - WOJSKO:"Konie, ludzie, armaty, orły dniem i nocą płyną" - o wojskach napoleońskich.
"Ów mąż, bóg wojny(...)wprzągłszy w swój rydwan orły złote obok srebrnych, od puszcz libijskich latał do Alpów" -o Napoleonie i jego armii.

Pozytywizm

A jak poszedł król na wojnę.... M. Konopnicka
ORZEŁ - WOJSKO:"Szumią orły chorągwiane".

Młoda Polska

Wesele S. Wyspiański
ORZEŁ - GODNOŚĆ, SZLACHECTWO:"Nie polezie orzeł w gówna".
ORZEŁ - WOJSKO:"Orły, kosy, szable, godła".
 wyimaginowana
----------
No nie powiem, zaczyna mi się podobać :D

wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział III

Rozdział III
Chodź. Gdzie? Pomóż mi.
Poszliśmy do lasu. Było przed północą. Upewniłam się, że zabrałam wszystko, co było mi potrzebne i spojrzałam na brata.
-Pomóż mi przedostać się na drugą stronę.
Jego oczy podwoiły swoje rozmiary, a buzia się rozwarła.
-NIE!
-Jar, muszę odkryć, co się tam kryje. Jestem tu już czwartą noc z rzędu. Sama nie dam rady.
-Ale.. To niebezpieczne!
-Wiem. Ale muszę spróbować.
*
Minęło kilka dni, od kiedy ostatni raz byliśmy w lesie. Dzisiaj stanę przed radą. Dzisiaj będą wyniki mojego i Jarreda egzaminu.

-Sheila.. Cóż, jesteś uczennicą.. Agresywną, nie umiesz pohamować złości. Rozumiesz, że to Ci nie wróży nic dobrego, prawda?- skinęłam potulnie i z przerażeniem spojrzałam na brata, który już zdał egzamin kilka minut przede mną. Nie słyszał, co rada mi mówi, stał za dźwiękoszczelną szybą i patrzył na mnie wystraszony-Cóż... Gratuluję. Zdałaś egzamin.
Uśmiechnęłam się. Udało się.

-Udało się!- krzyknęłam, skacząc na brata. On jednak miał minę, jakby nie był zadowolony.
-Sheila.. Oni mi powiedzieli, że Ci wszyscy, których spotkaliśmy, to nie są ludzie. Tylko czarodzieje. Oszukali nas, Shei.
Uśmiech zszedł mi z twarzy, mina zrzedła. Okłamali nas?
Przystanęłam, gdy zdałam sobie z czegoś sprawę.
-Co jest?
-Jarred..Skoro to nie byli ludzie, to skąd ja tak dobrze znam język ludzki?
Spojrzeliśmy na siebie wystraszeni. To niemożliwe.
*
Zamknęłam się w pokoju i włączyłam muzykę na całą głośność. Przewróciłam meble w złości. To niemożliwe! To nie może być prawdą! Okej, zdałam ten durny egzamin, ale skoro rozumiem ten cały głupi ludzki język i umiem się nim perfekcyjnie posługiwać.. to kim ja jestem?! Do diabła! Wszystko wskazuje na to, że ja mam w sobie cząstkę człowieka, bo nikt nas tego języka nie uczył; to był język zakazany.
Przeładowałam moc w dłonie i mocno uderzyłam o ścianę. Nie! Do diaska, to nie może być prawda!
Gorzkie łzy złości zmoczyły mi policzki. Podeszłam do szafy i wyjęłam z jej dna pudełko. Pudełko z sukienką, którą miałam przy sobie, gdy się urodziłam. Odruchowo dotknęłam medalionu, z wygrawerowanym wężem, na szyi. Noszę go od samego początku. Nie zdjęłam go na sekundę. Otworzyłam skrzynkę i wyjęłam biały materiał.
Założyłam sukienkę i dobrałam odpowiednie buty oraz torebkę. Na nadgarstku zalśniła srebrna bransoletka z wężem. Dlaczego wciąż je noszę? Wąż to mój talizman. Wąż oznacza mnie.*
Nałożyłam makijaż i gotowa  wymknęłam się z pokoju. 
Zeszłam na dół, a następnie spokojnym krokiem szłam przed siebie. Daleko, daleko. Nagle usłyszałam, jak brat mnie woła. Czego chcesz? Gdzie idziesz? Nie wiem. Daleko. Idę z Tobą.
Westchnęłam i poszłam, a brat obok mnie. Zatrzymałam się obok jakiegoś budynku, którego wcześniej nie widziałam, choć wydawał mi się znajomy.
-Heej! Shei? Sheila? Znasz to miejsce?
-Chyba tak..- szepnęłam, gdy uświadomiłam sobie, że pamiętam to miejsce.- Tutaj się urodziłam.
---------------
 Prawdziwymi demonami są ludzie.
- - - - - - -
* „Wąż oznacza mnie”
Wąż ma wiele znaczeń. Wąż symbolizuje chaos, pierwotne kosmiczne siły, boskie oddziaływanie, śmierć, nieśmiertelność, samorództwo, energię, materię, ziemię, słońce, wodę, wiatr, głębiny, suszę, zniszczenie, odrodzenie, duszę ludzką, podświadomość, uzdrowienie, zdrowie, sekrety życia, zazdrość, perwersję, ostrożność, lenistwo, wróżbę, proroctwo, świat podziemny zmarłych, zło, upadłego anioła, grzech, podstęp, truciznę, pokusę, niewolę, mądrość, dociekliwość, tajemnicę, dialektykę, logikę, materializm, ukrycie, niespodziankę, głupotę.
Wąż to emblemat lekarzy, czarów, podziemnych bóstw, wyobraża sprawy tajemnicze, niezrozumiałe. W wielu kulturach wąż bywał przedmiotem kultu.

Starożytność
Biblia, Stary Testament

WĄŻ - Symbol GRZECHU, ZŁA, SZATANA: Wąż skusił w raju Ewę, aby skosztowała owocu z drzewa wiadomości dobra i zła. Odtąd wąż stał się nieprzyjacielem człowieka: "Położę nieprzyjaźń między tobą i niewiastą, ona zetrze głowę twoją, a ty czyhać będziesz na jej piętę"(Księga Rodzaju).
Mitologia
W mitologii greckiej występuje wiele wężów, m.in. wąż Pyton, syn Gai, którego kult istniał w Delfach. Tego węża zabił Apollo i przywalił głazem Omphalosem (pępkiem świata), a następnie musiał odbyć pokutę i oczyszczenie. Wąż pojawia się w micie o Herkulesie, który, będąc dzieckiem, zadusił w kolebce dwa węże nasłane przez Herę. Wąż związany był z bogiem medycyny i zdrowia Asklepiosem (Eskulapem), który sam był pierwotnie świętym wężem uzdrawiającym. Atrybutem Asklepiosa była laska, wokół której wił się wąż. Atrybutem Hermesa był kaduceusz - laska, na której dwa węże patrzą sobie w oczy. Grecy i Rzymianie uważali, że węże są duchami opiekuńczymi świątyń.
Iliada Homer
WĄŻ - WRÓŻBA:Wąż pożerający ośmioro piskląt i matkę to znak wróżebny Zeusa, że wojna trojańska będzie trwać 10 lat i zakończy się zwycięstwem Greków.

Średniowiecze

W sztuce średniowiecznej wąż jest atrybutem Jana Ewangelisty, św. Cecylii, św. Barbary, św. Filipa, św. Tekli.

Renesans
Boska komedia D. Alighieri

ZAMIANA W WĘŻA - POKUTA:W Piekle, Dante, spotyka złodziei z Florencji, których karą jest ciągła przemiana z ludzi w węże, w innym miejscu Piekła spostrzega ciała złodziei gryzione przez węże.

Romantyzm

Kordian J. Słowacki
WĄŻ - ZAGROŻENIE PORZĄDKU KOSMICZNEGO:"Świecie! Wąż wieczności łuskami w okrąg ciebie gniecie, zębem zatrutym boki ogryza nieznacznie"(Przygotowanie).
W pierwszym akapicie wyróżniłam słowa kluczowe. Wszystkie były ważne, ale te pogrubione, to najważniejsze. Opisują bohaterkę.

WYIMAGINOWANA

Rozdział II

Siedziałam na łóżku brata i słuchałam, jak gra na gitarze. Pięknie gra. Nieprawda. Prawda. Nie- e? Ta- ak, dzieciaku. Jestem starszy. Ale głupszy.
-Dzieciaki, chodźcie! Idziemy na miasto.
Westchnęłam i zwlokłam się z łóżka. Jarred objął mnie ramieniem i zeszliśmy na dół. Założyłam ulubione trampki, a do ręki wzięłam dżinsową kurtkę.

Przechodziliśmy właśnie obok jakieś sklepu, gdzie zobaczyłam śliczną czerwoną sukienkę.
-Tatusiu!- zawołałam i pokazałam mu kreację. Uśmiechnął się i wręczył mi pieniądze na nią i dodatki do niej. Rzadko prosiłam o kasę, dlatego bez problemu ją dostałam. Pociągnęłam Jarreda i weszliśmy do sklepu. Była idealna na zbliżającą się imprezę.
*
Z uśmiechem na ustach opuściłam łazienkę.
-Wow.- usłyszałam od brata, który miał na sobie zwykłe czarne dżinsy, skórzaną kurtkę i biały
obcisły top.- Ty dasz radę na tych szpilach?!
-Jasne, głupku. Jestem kobietą. Idziemy?
-Dzieciaki! Gotowi?
-Jasne!- zeszliśmy na dół, a ja się nasłuchałam komplementów. Ciekawe, czy jako normalna dziewczyna też bym tak wyglądała.. O czym Ty myślisz?
Spojrzałam na brata przerażona.
To był pierwszy raz, kiedy tak pomyślałam.

Weszliśmy do lasu, skąd dobiegała głośna muzyka; Bal Nimf. Jest to impreza organizowana raz na cztery lata, zawsze siedemnastego lipca. Jest to impreza mająca na celu uczcić nasze istnienie. Właśnie siedemnastego lipca zaistniały nadprzyrodzone moce. Siedemnastego lipca pewien czarodziej pokonał potwora w człowieku. Od tamtego czasu my jesteśmy kimś więcej niż ludźmi, a ludzie nie mają o nas zielonego pojęcia. Porwałam Jarreda do tańca i już zaczęliśmy się wydurniać. Po chwili poczułam, jak ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu.
-Można Madame odbić?-zapytał mojego brata, a po chwili wirowałam w objęciach przystojnego bruneta.- Jakie Piękna Pani nosi imię?
-Sheila, a z kim ja mam przyjemność?
-Amre.
Ten język jest taki dziwny. Ludzki jeszcze dziwniejszy. Jarred, wynoś się z mojego umysłu. A jeśli nie? Wojna? Sam tego chciałeś.
Czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie, z czymś nieodgadnionym. Trochę, jakby mnie rozbierał wzrokiem. Czarne włosy, lekko podskakiwały, przy każdym kolejnym ruchu. Malinowe usta, aż się prosiły by je po..Dobra! Już znikam!
-Pójdzie Pani ze mną?- szepnął mi uwodzicielskim tonem na ucho.
-Sorry, ja nie z tych- powiedziałam, nim zdążyłam się ugryźć w język. Do diabła! Coś ty.. Musimy się spieszyć. Pomyliłam się, powiedziałam to w języku, którego nie zna. W języku młodzieży. Świetnie. Idę po ojca.
-Proszę?- czekaj, jakoś z tego wybrnę.
-Nie zna się Pan na żartach? Przepraszam, ale nie powinnam iść nigdzie z ledwo poznanym młodzieńcem.
-Rzecz jasna! Aczkolwiek nie chodziło mi o żadne brudne myśli.
-Dobrze więc, ale i tak nie powinnam. Dziękuję za taniec.- ukłoniłam się grzecznie i podeszłam do brata.
-Zwariowałaś.
-Wiem, ale wybrnęłam.
-Masz szczęście.
-Wiem... -szepnęłam. Spojrzałam w kierunku parkietu. Stał tam i się patrzył w moją stronę.- Jarred, on mnie przeraża.
Brat spojrzał na mężczyznę, ale ten szybko się zmył. Uciekł. Coraz częściej mówisz, jak ta cała ludzka młodzież. Z przerażeniem spojrzałam na chłopaka. Miał rację.
*
No nie wierzę! Nie mam pojęcia, w co się ubrać! Idziemy tylko na spacer. Ghr.
Tata Ci pozwoli ubrać taki top? Raczej tak... Mhm..

Szłam z rodzicami i bratem przez las, kiedy usłyszałam czyjś śmiech. Słyszałeś? Co? Yy.. Nic, nic. Zdawało mi się.
Użyłam całej swojej mocy, by zablokować brata w umyśle i skupiłam się na dźwięku. To był ludzki śmiech. Co oni robią w zaczarowanym lesie? Zobaczyłam dwóch chłopaków, na oko mieli może koło osiemnastu lat. Stali naprzeciw mnie, ale jakby mnie nie widzieli. Puściłam brata i udawałam, że wiążę buta. Powiedziałam im, że zaraz ich dogonię. Poszli, a ja podeszłam bliżej chłopaka w lokach. Patrzył na mnie, ale mnie nie widział. Zrobiłam jeszcze jeden krok i zderzyłam się z czymś. Jakby jakąś niewidzialną barierą. Dotknęłam jej, ale mnie poraziła prądem.
-Aaa!- pisnęłam. To nie powinno boleć. Nie powinnam tego czuć.
-Co ty robisz?- usłyszałam brata. - I dlaczego mnie zablokowałaś?!
-Jarred..
-Co?
-Spójrz.
Pokazałam mu, to co widzę ja.
-Wyciągnij rękę. Tylko..
-Auć!- syknął.
-..Uważaj.- dokończyłam. Spojrzał na mnie z przerażeniem. I nagle sapnął.
-Widzę ich. Ale.. Dlaczego oni nas nie widzą?
-Ja..
-Gdzie my jesteśmy?
-Nie wiem, Jar. Ale musimy to odkryć. A rodziców spytać nie możemy.
-Harry, Chodźmy już. Niedługo się ściemni- usłyszałam zza ściany. Lokaty spojrzał na swojego towarzysza i zapinając plecak, zarzucił go na plecy.
-Okej.- usłyszałam głos, z nutką chrypy.- Chodźmy, Lou.
Zniknęli za drzewami, a my ich odprowadzaliśmy wzrokiem.
-Chodź, bo zaczną się martwić.
Złapałam brata pod rękę. Głowę zaprzątał mi chłopak w lokach. Co to było za pole magnetyczne? Czym była ta dziwna siła? Kim byli Ci chłopcy? Jeśli ludźmi, to co oni robili tam, skoro do lasu nie mogli wejść? Zdaje się, że mamy zagadkę do rozwiązania.

Nie miałam jednak do tego głowy. Jedno słowo echem się w niej odbijało. Harry.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Skoro człowiek może być demonem, to czy demon może być człowiekiem?
-------------------------------
No i akcja się rozkręca!
Co sądzicie o moich [starych] kreacjach? ;D
wyimaginowana 

czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział I

Ulice Londynu nigdy nie były jeszcze aż tak spokojne. Są zdecydowanie za spokojne. Włożyłam słuchawki do uszu i spokojnym, jak na mnie, krokiem ruszyłam do domu. Nagle drogę zagrodziło mi dwóch masywnych gości. Uniosłam zaskoczona brwi i spojrzałam na nich. Wyłączyłam muzykę i zerknąwszy, czy nikt nie idzie, ponownie podniosłam wzrok na mężczyzn. To chyba jakaś kpina. Nie wiedzą, kim jestem, czy jak? W mieście wszyscy się mnie boją. No to o co chodzi?!
-No cześć, maleńka. Zabawimy się?
Prychnęłam. On chyba nie zdaje sobie sprawy, z kim zadziera.
-Czy. Ty. Wiesz. Kim. Ja. Jestem.?!- warknęłam, cedząc każde słowo. Mężczyzna wybuchnął wraz z swoim kompanem niepohamowanym śmiechem. Natomiast we mnie aż się zagotowało. Nie rób tego. Za późno. Chwyciłam go za kołnierz koszuli, podnosząc i przygniatając do ściany. Jego kolega nie miał lepiej. Złapałam go drugą ręką za szyję i także przycisnęłam do muru. Skupiłam się i lokując swój wzrok na nich puściłam. Biedni, nadal przebierali nogami w powietrzu. Uśmiechnęłam się ironicznie.
-I co? Dalej nie wiecie?
Nie dałam im szansy odpowiedzieć. Użyłam całej mocy i „niewidzialną” ręką ich spoliczkowałam. W moich oczach pewnie teraz tańczyły iskierki złości. Lub zmieniły kolor na czarne. Zwykle tak mam, jak jestem zła..WŚCIEKŁA, nie zła. Uwolniłam swój umysł i uprzednio ich odrywając od ściany, odeszłam. Usłyszałam jeszcze tylko, jak spadają z głuchym łomotem i zaśmiałam się.
-Co to diabła było?!
Stanęłam słysząc jeszcze jego słowa. Chwilę nad nimi myślałam, po czym odwróciłam się do nich.
-Ja. Sheila Valerie. Jeszcze Wam mało?
Nie bałam się podać swojego imienia i nazwiska.. No bo proszę.. przecież, gdy mnie ktoś zobaczył, od razu wiał.
Zaprzeczyli energicznym ruchem głowy, więc uśmiechnęłam się i odeszłam w przeciwną stronę.
 -Flądra.
Jedno słowo, którego nie miałam prawa usłyszeć, bo byłam za daleko, a które usłyszałam. Wspomniałam, że mam też bardzo dobry słuch i wzrok? Och.. Nic jeszcze nie mówiłam? To zaraz.
-Co powiedziałeś?
Szepnęłam do jego ucha, stając nagle obok.
-Jak...
-Co powiedziałeś?!
I już ponownie był przygnieciony do ściany. Wydał z siebie cichy jęk, a ja zaczęłam się śmiać. Tym razem nie użyję mocy. O nie.. Już dość miałam problemów z „tamtym miejscem”. Choć troszkę użyć mogę.. Przelałam moc na prawą dłoń, którą zacisnęłam w pięść i wymierzyłam mocny cios w sam środek wielkiego brzucha. Jęknął z bólu, a ja zadowolona z swojej roboty kazałam przeprosić i odeszłam, gdy tylko cicho wykonał polecenie.
-Oh. I jeszcze jedno. Ja mogę być kilometr dalej, ale i tak usłyszę, co o mnie mówisz.
Zawołałam i pokazałam mu środkowy palec. Już wie, że ze mną się nie zadziera. Teraz tylko uniknąć Jarreda i zamknąć się w pokoju.
*
Zatrzasnęłam po cichu drzwi sypialni i odetchnęłam z ulgą. Udało się.
-Ja Cię kiedyś zabiję.
Lub nie. No nie wierzę!
-Jarred, czego chcesz?
-Co zrobiłaś tym gościom?
-Chcieli się „zabawić”.
-To musiałaś ich potraktować mocą?! Dobrze wiesz, że nie umiesz jeszcze jej opanować, a na prawo i lewo nią dysponujesz.
Dobra, czas by wyjaśnić, czym jest moc.
Ogółem to po prostu coś, wewnątrz mnie. Mamy to po ojcu- czarodzieju. Nieźle zagmatwane, hmm? Matka nimfa, ojciec czarodziej, my z Jarredem- ludzie. Tata nas uczył od małego czarować no i wyszło, że wraz z bratem, potrafimy czytać sobie w myślach, komunikować się telepatycznie, posiadamy jakąś dziwną moc, że bez dotykania potrafimy coś przenieść, zrobić komuś krzywdę. Wzrokiem potrafię- tylko ja, ha! To nie jest śmieszne. Zamknij się, Jarred.- zabijać. Nom. Mogę też, tak, jak to dzisiaj zrobiłam przeładować siłę w dowolną część ciała. Potrafię też dotknąć kogoś i porazić prądem. Umiem namieszać ludziom w głowach. Jesteśmy też strasznie szybcy, jak na ludzi. No dobra, nie oszukujmy się. Mamy krew ojca i matki w żyłach. Czarodzieja i nimfy. Czemu więc jesteśmy ludźmi? Dobre pytanie. Co do naszego wyglądu zewnętrznego.. Jesteśmy nienaturalnie piękni. Wewnątrz natomiast jesteśmy demonami. Nie jesteśmy dobrzy, ani źli. Nie mamy strony. Jesteśmy po prostu sobą. Mamy jeszcze coś zwanego pyłem. Czyni on nas niewidzialnymi. Jeśli chodzi o to kim jesteśmy.. Mówiłam. LUDŹMI. Nie wampirami, nie wilkołakami, nie elfami, czarodziejami, ani nimfami też nie jesteśmy. Jesteśmy ludźmi. Tylko i wyłącznie. Jednak trochę innymi. Postrzegamy tych normalnych...jako coś dziwnego. Trzymamy innych też na dystans. Mamy też jakieś ukryte talenty, takie,który potrafi człowiek. Na przykład Jarred gra świetnie na gitarze. I to każdej możliwej. To samo perkusja. Ja natomiast umiem grać na gitarze klasycznej i flecie. Jak każda nimfa. Jeśli chodzi o typowe moje talenty to śpiew i taniec. Potrafię też świetnie pisać- na przykład piosenki, wiersze- i rysować. Jesteśmy też nieśmiertelni. Niestety. Nie mamy na to wpływu. Choć jest ponoć eliksir, który.. Który może nas zabić lub zamienić w normalnego człowieka. Jednak nie mamy po co, go zażywać. Patrząc na to teraz, stwierdzam, że my chyba nie jesteśmy ludźmi. No to kim? Dobre pytanie.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
 Anioł może mieć duszę diabła.
Diabeł może mieć serce jak anioł.
------------------------------
I oto rozdział pierwszy. Na razie dopiero się rozkręca, cierpliwości ;3
wyimaginowana

wtorek, 17 listopada 2015

Wstęp

Życie jest trudne. Każdy o tym doskonale wiedział. Ja też. Choć mam problemy, to nic. Przecież każdy je ma. Wiecie, jednak ja jestem troszeczkę „inna”. Widzicie, większość nastolatek w moim wieku- to jest siedemnaście lat- liczy, że będą miały w końcu to, czego pragną. Chłopaka. Mnie do tego nie ciągnie. Nigdy nie byłam zainteresowana miłością. Po prostu nie jestem, jakby to delikatnie powiedzieć.. gotowa. I chyba nigdy nie będę. Wiecie, ja.. Jestem inna pod wieloma względami. Pod względem burzliwego, że tak to ujmę, charakteru. Uhm cóż ja na to mogę.. Opowiem Wam coś o sobie, nim przejdziemy do sedna, okej? Nie wystraszcie się. Proszę.
Więc tak.
Nastolatka z problemami, już mówiłam.. Każdy je przecież ma, prawda?
Przeszłość? Oczywiście.. Jakąś mam. Każdy ma.
Czasem jestem zbyt wredna, czasem zaś przesadnie miła. Nie zadzieraj ze mną. Nigdy nie wiesz, kiedy mi się nastrój zmieni. Uwierz, sama tego nie wiem.
Problemy? Jak każdy... Już to chyba mówiłam.. Dwa razy.
Przyjaźń? Nie mam nikogo. Nie potrzebuję..
Normalna? Czy jestem normalna? Pomińmy to pytanie. Zostawmy je na koniec.
Miłość? Ach, miłość.. Mówiłam. Nie szukam nikogo. Nie jestem gotowa. Przynajmniej to sobie wmawiam..
Szczęście? Hmm.. Z pozoru..
Złość? Oj.. Lepiej nie pytać. Już mówiłam. Ze mną się nie zadziera.
Życie? Dar piękny.
Śmierć? W końcu nadejdzie.
Czas.. Szanuj, jego nigdy nie odzyskasz.
Zaufanie? Jest jak lustro. Pęknięte da się skleić, ale zawsze będzie widać rysy na powierzchni.
Jestem tylko sobą.. A to, że ludzie nie potrafią przyjąć mojej szczerości, to przepraszam, ale to nie moja wina.
Co do tego pytania o normalności..
Normalna to ja do końca nie jestem. Ale.. Tego się nie da wyjaśnić.
Niebezpieczna? Owszem. I to bardzo.
Natomiast, akurat tamten wypadek nie był moją winą. No bo.. Po prostu nie panowałam nad sobą... A ten idiota mnie zdenerwował!
Ech.. Może od początku?
Lub nie. Przeplatana delikatnością historia.
Stop. Ja i delikatność? Ludzie.. Ja potrzebuję psychiatryka, jak nie więzienia. Oj.. No dobra, już wyjaśniam.
Tylko obiecajcie mi jedną rzecz.
Obiecujecie?
Pozwólcie mi umrzeć młodo, lub żyć wiecznie. Wiecznie, lub nigdy.
Pozwolicie?
To co, ciekawi, o co chodzi z tym chłopakiem?
Głupio pytam. Pewnie, że tak!
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Żyj chwilą.
Życie to chwila. A chwila przemija.
----------------------------
Krótki wstęp, mam nadzieję, że w miarę zrozumiały :D
Jak mi się uda, to wrzucę zwiastun, ale program ze mną nie współpracuje >.<
wyimaginowana