Rozdział VI
*
Harry *
-Nazywam się Sheila Valerie i nie jestem człowiekiem.
Moje oczy rozszerzyły się na jej słowa. Spojrzała na swojego
brata, a ja poczułem, jak kolory z mojej twarzy odpływają.
Kim więc była dziewczyna, która mi się spodobała? Kim była?
Jakim cudem taka drobna dziewczyna potrafi tak przyłożyć? Jakim
cholernym cudem ten chłopak mnie uzdrowił?
-T..to kim?- spytałem, niepewnie.
Westchnęła.
-Ja sama do końca nie wiem. Kobieta, która mnie wychowywała jest
nimfą, a mężczyzna czarodziejem. Ja i mój brat jesteśmy kimś
więcej niż ludźmi, ale czymś mniej niż nasza rodzina. Nasza
rodzina, to od elfów, przez czarodziei, po nimfy. Znajdziesz u nas
nawet wampiry, wilkołaki, krasnale.. Widzisz, jak wyglądamy. Nasza
rasa jest uważana, za nienaturalnie piękną, zaś w środku
jesteśmy demonami. Jesteśmy nieśmiertelni. Mamy różne dziwne
moce, jak na przykład potrafimy czytać sobie w myślach,
komunikować się telepatycznie. Do dziwnych mocy należy także
przenoszenie rzeczy, bez dotykania ich, tak samo z ludźmi. Mogę
komuś zrobić krzywdę, nie dotykając go. Mogę zabić wzrokiem,
tego nie potrafi on hehe, mogę też przeładować siłę w dowolną
część ciała, tak, jak zrobiłam to kilka dni temu. Mogę komuś
namieszać w głowie- przerwała, widząc mój przerażony wzrok-
spokojnie, tego Tobie nie zrobiłam. Potrafię wywołać dowolną
pogodę i cholernie szybko biegać. Ah, no mogę porazić prądem.
Dość szybko zmienia mi się także nastrój, więc lepiej ze mną
nie zadzierać. Wiem, brzmi to irracjonal..
-Od początku wiedziałem, że nie jesteś normalna- przerwałem jej.
Zaśmiała się perliście.- Mogę o coś spytać?
-Pewnie.
-Powiedziałaś: „Kobieta, która mnie wychowywała..” a co z
matką?
-Nie mam zielonego pojęcia. Wiem tylko, gdzie się urodziłam, gdzie
mnie zaniesiono i z czym mnie znaleziono. Dowiedziałam się
niedawno.
-Oh. A gdzie mieszkacie?
Uśmiechnęła się.
-Widzisz tamto miejsce?
Pokazała barierę lasu.
-Nom.. Las..
Sheila zachichotała, a jej brat starał się ukryć rozbawienie.
-Ty widzisz las. My nie widzimy nic. Te medaliony wpuszczą nas do
naszego świata. Mieszkamy tam, po drugiej stronie. Jakby w odbiciu
lustrzanym Londynu. A znaleźliśmy się tu przypadkiem, będąc na
spacerze w zaczarowanym lesie. Widziałam Cię wtedy. Ciebie i
Twojego kolegę. Patrzyłeś w moje oczy, ale mnie nie widziałeś..
-Ale czułem Twoją obecność.
Wiedziałem, że ktoś tamtego dnia był z nami w lesie. Nie
widziałem tej osoby, ale czułem jej obecność. Jakby była za
jakąś magiczną szybą i mnie obserwowała.
-Twoja mama była człowiekiem?
-Nie wiem. Chyba nie, bo pamiętam, jak mnie przenosiła. Potem
zniknęła.
-A tata?
Spojrzała na brata z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
-Nie pomyślałam o tym. Jego pochodzenie mogłoby wyjaśniać skąd
znam Wasz język.
Na jej szyi błysnęło coś złotego. Chwyciłem to z ciekawości.
Dziewczyna spojrzała na mnie i odpięła medalion z szyi.
-Wąż?
-Oznacza mnie. Poszukaj sobie w internecie znaczenia węża, to
będziesz wiedział czemu.
-Oki. Próbowałaś to otworzyć?- spytałem, widząc nie ruszony
zatrzask.
-To się otwiera?!- krzyknęli oboje. Chłopak zdjął swój i mi
podał. Otworzyłem oba i im podałem.
-Mama.. -szepnęła dziewczyna, a po jej policzku spłynęła łza.
Zrobiło mi się jej żal. Za to chłopak patrzył na zdjęcie
zawarte w medalionie z szokiem/złością.
-Shei... My naprawdę jesteśmy rodzeństwem- szepnął, pokazując
dziewczynie wisior z takim samym zdjęciem. Dziewczyna zakryła usta
dłonią w szoku.
-Mam prośbę- powiedziałem, ściągając na siebie ich uwagę.-
Zabierzcie mnie do Waszego świata.
Ich oczy rozwarły się w szoku, po czym spojrzeli po sobie.
Postanowiłem pokazać im mój medalion z uskrzydlonym wężem.
-Ten wąż oznacza mnie*- szepnąłem, podając im mój wisior.
-----------------
A co jeśli to co złe jest dobre,
A to co dobre..złe?
- - - – - - –
wyimaginowana
*
„Ten wąż oznacza mnie”
Wąż
skrzydlaty
- dobroczynność, wyzwolenie, zgoda, anioł brzasku, duch wszelkiej
wiedzy.


