Życie to chwila.
A chwila przemija...

wtorek, 24 listopada 2015

Rozdział II

Siedziałam na łóżku brata i słuchałam, jak gra na gitarze. Pięknie gra. Nieprawda. Prawda. Nie- e? Ta- ak, dzieciaku. Jestem starszy. Ale głupszy.
-Dzieciaki, chodźcie! Idziemy na miasto.
Westchnęłam i zwlokłam się z łóżka. Jarred objął mnie ramieniem i zeszliśmy na dół. Założyłam ulubione trampki, a do ręki wzięłam dżinsową kurtkę.

Przechodziliśmy właśnie obok jakieś sklepu, gdzie zobaczyłam śliczną czerwoną sukienkę.
-Tatusiu!- zawołałam i pokazałam mu kreację. Uśmiechnął się i wręczył mi pieniądze na nią i dodatki do niej. Rzadko prosiłam o kasę, dlatego bez problemu ją dostałam. Pociągnęłam Jarreda i weszliśmy do sklepu. Była idealna na zbliżającą się imprezę.
*
Z uśmiechem na ustach opuściłam łazienkę.
-Wow.- usłyszałam od brata, który miał na sobie zwykłe czarne dżinsy, skórzaną kurtkę i biały
obcisły top.- Ty dasz radę na tych szpilach?!
-Jasne, głupku. Jestem kobietą. Idziemy?
-Dzieciaki! Gotowi?
-Jasne!- zeszliśmy na dół, a ja się nasłuchałam komplementów. Ciekawe, czy jako normalna dziewczyna też bym tak wyglądała.. O czym Ty myślisz?
Spojrzałam na brata przerażona.
To był pierwszy raz, kiedy tak pomyślałam.

Weszliśmy do lasu, skąd dobiegała głośna muzyka; Bal Nimf. Jest to impreza organizowana raz na cztery lata, zawsze siedemnastego lipca. Jest to impreza mająca na celu uczcić nasze istnienie. Właśnie siedemnastego lipca zaistniały nadprzyrodzone moce. Siedemnastego lipca pewien czarodziej pokonał potwora w człowieku. Od tamtego czasu my jesteśmy kimś więcej niż ludźmi, a ludzie nie mają o nas zielonego pojęcia. Porwałam Jarreda do tańca i już zaczęliśmy się wydurniać. Po chwili poczułam, jak ktoś kładzie mi dłoń na ramieniu.
-Można Madame odbić?-zapytał mojego brata, a po chwili wirowałam w objęciach przystojnego bruneta.- Jakie Piękna Pani nosi imię?
-Sheila, a z kim ja mam przyjemność?
-Amre.
Ten język jest taki dziwny. Ludzki jeszcze dziwniejszy. Jarred, wynoś się z mojego umysłu. A jeśli nie? Wojna? Sam tego chciałeś.
Czekoladowe oczy wpatrywały się we mnie, z czymś nieodgadnionym. Trochę, jakby mnie rozbierał wzrokiem. Czarne włosy, lekko podskakiwały, przy każdym kolejnym ruchu. Malinowe usta, aż się prosiły by je po..Dobra! Już znikam!
-Pójdzie Pani ze mną?- szepnął mi uwodzicielskim tonem na ucho.
-Sorry, ja nie z tych- powiedziałam, nim zdążyłam się ugryźć w język. Do diabła! Coś ty.. Musimy się spieszyć. Pomyliłam się, powiedziałam to w języku, którego nie zna. W języku młodzieży. Świetnie. Idę po ojca.
-Proszę?- czekaj, jakoś z tego wybrnę.
-Nie zna się Pan na żartach? Przepraszam, ale nie powinnam iść nigdzie z ledwo poznanym młodzieńcem.
-Rzecz jasna! Aczkolwiek nie chodziło mi o żadne brudne myśli.
-Dobrze więc, ale i tak nie powinnam. Dziękuję za taniec.- ukłoniłam się grzecznie i podeszłam do brata.
-Zwariowałaś.
-Wiem, ale wybrnęłam.
-Masz szczęście.
-Wiem... -szepnęłam. Spojrzałam w kierunku parkietu. Stał tam i się patrzył w moją stronę.- Jarred, on mnie przeraża.
Brat spojrzał na mężczyznę, ale ten szybko się zmył. Uciekł. Coraz częściej mówisz, jak ta cała ludzka młodzież. Z przerażeniem spojrzałam na chłopaka. Miał rację.
*
No nie wierzę! Nie mam pojęcia, w co się ubrać! Idziemy tylko na spacer. Ghr.
Tata Ci pozwoli ubrać taki top? Raczej tak... Mhm..

Szłam z rodzicami i bratem przez las, kiedy usłyszałam czyjś śmiech. Słyszałeś? Co? Yy.. Nic, nic. Zdawało mi się.
Użyłam całej swojej mocy, by zablokować brata w umyśle i skupiłam się na dźwięku. To był ludzki śmiech. Co oni robią w zaczarowanym lesie? Zobaczyłam dwóch chłopaków, na oko mieli może koło osiemnastu lat. Stali naprzeciw mnie, ale jakby mnie nie widzieli. Puściłam brata i udawałam, że wiążę buta. Powiedziałam im, że zaraz ich dogonię. Poszli, a ja podeszłam bliżej chłopaka w lokach. Patrzył na mnie, ale mnie nie widział. Zrobiłam jeszcze jeden krok i zderzyłam się z czymś. Jakby jakąś niewidzialną barierą. Dotknęłam jej, ale mnie poraziła prądem.
-Aaa!- pisnęłam. To nie powinno boleć. Nie powinnam tego czuć.
-Co ty robisz?- usłyszałam brata. - I dlaczego mnie zablokowałaś?!
-Jarred..
-Co?
-Spójrz.
Pokazałam mu, to co widzę ja.
-Wyciągnij rękę. Tylko..
-Auć!- syknął.
-..Uważaj.- dokończyłam. Spojrzał na mnie z przerażeniem. I nagle sapnął.
-Widzę ich. Ale.. Dlaczego oni nas nie widzą?
-Ja..
-Gdzie my jesteśmy?
-Nie wiem, Jar. Ale musimy to odkryć. A rodziców spytać nie możemy.
-Harry, Chodźmy już. Niedługo się ściemni- usłyszałam zza ściany. Lokaty spojrzał na swojego towarzysza i zapinając plecak, zarzucił go na plecy.
-Okej.- usłyszałam głos, z nutką chrypy.- Chodźmy, Lou.
Zniknęli za drzewami, a my ich odprowadzaliśmy wzrokiem.
-Chodź, bo zaczną się martwić.
Złapałam brata pod rękę. Głowę zaprzątał mi chłopak w lokach. Co to było za pole magnetyczne? Czym była ta dziwna siła? Kim byli Ci chłopcy? Jeśli ludźmi, to co oni robili tam, skoro do lasu nie mogli wejść? Zdaje się, że mamy zagadkę do rozwiązania.

Nie miałam jednak do tego głowy. Jedno słowo echem się w niej odbijało. Harry.
-.-.-.-.-.-.-.-.-.-
Skoro człowiek może być demonem, to czy demon może być człowiekiem?
-------------------------------
No i akcja się rozkręca!
Co sądzicie o moich [starych] kreacjach? ;D
wyimaginowana 

1 komentarz:

  1. Jeju świetne!
    Z resztą jak inne Twoje opowiadania :)
    Szczerzemówiąc to rzadko czytam ale Twoje blogi są nie dość, że ciekawe to jeszcze genialne!!
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :*

    OdpowiedzUsuń